Dziecięce rysunki, odręczne listy i biżuteria złożona przez nieznajomych. Grób Łukasza Litewki wygląda dziś inaczej niż jakikolwiek inny grób na tym cmentarzu.
Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia 2026 roku w Dąbrowie Górniczej. Kierowca samochodu osobowego zjechał na przeciwny pas i uderzył w jadącego rowerem posła. Litewka miał 36 lat.
Pogrzeb odbył się 29 kwietnia. Był państwowy, przyszły tłumy - politycy, znajomi, zwykli ludzie, których życia Litewka dotknął swoim działaniem. Od tamtej pory przy grobie nie brakuje odwiedzających.
Co dziś można zobaczyć na grobie posła
Miejsce spoczynku 36-latka tonie w kwiatach, zniczach i osobistych pamiątkach. Przeważająca część to rysunki od dzieci - kredkowe, nieporadne, szczere. Na wielu z nich jedno słowo: "Dziękujemy". Na innych dłuższe wiadomości: "Dziękujemy za twoją odwagę, dobroć i wielkie serce. Za obronę słabszych. Za walkę o prawdę i sprawiedliwość".
Jeden z listów zaczyna się od słów: "Są ludzie, którzy zjawiają się w naszym życiu na chwilę... A zostają w naszych sercach na zawsze". Czyta się to przy grobie i trudno przejść obok obojętnie.
Wśród pamiątek złożonych przez odwiedzających znajduje się też biżuteria - wymowna, osobista, zostawiona przez kogoś, kto najwyraźniej nie miał innych słów.
Pożar na grobie i apel partnerki posła
Koniec maja przyniósł dramatyczny moment. 27 maja na grobie Litewki wybuchł pożar - suche wieńce, wkłady do zniczy i wiatr zrobiły swoje. Natalia Bacławska, partnerka posła, zwróciła się do odwiedzających wprost.
"Był wiatr, suche wieńce, ludzie stawiali nie tylko te zamknięte znicze, ale też wkłady. Wystarczył nawet lekki podmuch wiatru" - mówiła Bacławska w rozmowie opublikowanej przez Kozaczek. "Prosiliśmy wielokrotnie, żeby nie stawiać aż takiej dużej ilości. Mamy też poczucie odpowiedzialności za groby obok nas. To, co się wydarzyło, było dodatkowym bólem".
Partnerka posła poprosiła, by przed postawieniem pomnika odwiedzający "bardzo uważali na to, gdzie i co zostawiają".
Litewka był posłem X i XI kadencji Sejmu, wcześniej samorządowcem z Sosnowca. Znany był z angażowania się w sprawy zwykłych ludzi - w mediach społecznościowych jego wpisy często kończyły się formułą "Ja tak tu tylko zostawię". Po tym zdaniu działy się rzeczy: zbiórki osiągały cel, urzędnicy zmieniali decyzje, słabsi dostawali pomoc.
Teraz tę samą formułę zostawiają przy jego grobie ci, którym pomógł. I to chyba najbardziej poruszający szczegół z całej tej historii.









