Jeszcze miesiąc temu wrzuciła zdjęcie z córką. Teraz sześciolatka nie ma mamy.
Jeszcze miesiąc temu wrzuciła zdjęcie z córką. Teraz sześciolatka nie ma mamy.
Adriana García, meksykańska influencerka z niemal 90-tysięczną społecznością, zmarła w prywatnej klinice w stanie Sinaloa. Miała 30 lat. Według meksykańskiego dziennika "El Universal" podczas zabiegu z zakresu medycyny estetycznej doszło do nagłych powikłań - lekarze nie zdołali jej uratować. Oficjalna przyczyna śmierci nie została jeszcze podana. Sprawą zajęły się lokalne władze i służby zdrowia - wszczęto postępowanie wyjaśniające.
Współpracownicy w żałobie, śledztwo w toku
Śmierć Adriany Garcíi potwierdziła marka Drop Shop - meksykańska sieć luksusowej biżuterii i limitowanych sneakersów, z którą influencerka regularnie współpracowała. "Dziś żegnamy członkinię rodziny Drop Shop, czule wspominając jej wspaniały charakter, oddanie i chwile, które z nią dzieliliśmy" - napisali w oświadczeniu. Podobny odzew pojawiał się lawinowo w komentarzach pod jej ostatnimi postami.
Ostatnia publikacja na Instagramie Garcíi pojawiła się 1 lipca - zdjęcia z ubiegłorocznego wyjazdu do kurortu Los Cabos. Nic nie zapowiadało tragedii.
Rok pełen strat - i mała córka, która została sama
Śmierć trzydziestolatki to przede wszystkim dramat jej sześcioletniej córki. Dziewczynka straciła mamę zaledwie kilka tygodni po tym, jak obie razem pozowały do zdjęcia w mediach społecznościowych. Rok 2026 był dla Garcíi wyjątkowo ciężki już wcześniej - gdy w kwietniu świętowała 30. urodziny, przyznała publicznie, że radość przysłoniła jej śmierć ojca i dziadka. Teraz jej rodzina musi zmierzyć się z kolejną, najtrudniejszą stratą.
Tragedia Adriany Garcíi to kolejny sygnał alarmowy dotyczący bezpieczeństwa prywatnych klinik estetycznych. Pytanie, które zadają teraz tysiące jej obserwatorek, jest jedno: czy można było tego uniknąć? Na odpowiedź czeka i śledztwo, i mała dziewczynka, która nie będzie już miała mamy.

