Znicze, silny wiatr i tragiczny zbieg okoliczności - tyle wystarczyło, żeby grób Łukasza Litewki stanął w ogniu. To było 27 maja, cmentarz przy ul. Zuzanny w Sosnowcu, środowe przedpołudnie.
Strażacy pojawili się błyskawicznie i opanowali ogień, zanim zdążył wyrządzić poważne szkody. Służby wykluczyły podpalenie - sprawa nie jest prowadzona w tym kierunku. Najbardziej prawdopodobna przyczyna? Znicz przewrócony przez wiatr albo wiązanka położona zbyt blisko płomienia. Przy mogile stoi bardzo dużo zniczy, a to zawsze zwiększa ryzyko.
Jak wygląda grób teraz?
Po pożarze prace porządkowe ruszyły szybko. Wymieniono pokrycie grobu, usunięto zniszczone znicze, uprzątnięto nadpalone resztki kwiatów. Miejsce wygląda dziś spokojniej - ale ślady osmolenia miejscami wciąż są widoczne.
To, co nie zmieniło się ani trochę, to liczba odwiedzających. Przy mogile wciąż stoją świeże znicze i pamiątki zostawiane przez żałobników. Grób Litewki od tygodni jest regularnie odwiedzany - poseł Lewicy zginął po wypadku 23 kwietnia, kiedy jadący z naprzeciwka kierowca Mitsubishi Colt zjechał na jego pas. Mimo reanimacji lekarze nie byli w stanie go uratować. Pogrzeb odbył się sześć dni po śmierci.
Partnerka posła zabrała głos
Pożar wywołał poruszenie właśnie dlatego, że cmentarz przy ul. Zuzanny stał się dla wielu ważnym miejscem pamięci. Natalia Bacławska, partnerka Litewki, zabrała głos niedługo po incydencie - jej wpis w mediach społecznościowych dotyczył jednak nie samego pożaru, lecz oświadczenia w sprawie fundacji #TeamLitewka i listu otwartego, który pojawił się w tym czasie publicznie.
Teraz, po uprzątnięciu i częściowym odnowieniu, mogiła znów wygląda godnie. Pytanie, czy przy tak wielu zniczach uda się uniknąć kolejnego incydentu.







