Ze sceny w Łodzi powiedziała fanom, żeby wyrzucili zegarki i kalendarze. Część wzięła to dosłownie - więc Górniak musiała tłumaczyć.

Ze sceny w Łodzi powiedziała fanom, żeby wyrzucili zegarki i kalendarze. Część wzięła to dosłownie - więc Górniak musiała tłumaczyć.

Co tak naprawdę miała na myśli?

Edyta Górniak po koncercie wyjaśniła w rozmowie z Pomponikiem, że chodziło jej o życie tu i teraz - bez rozpamiętywania przeszłości i bez kręcenia się w kółko wokół przyszłości. Żadnej filozofii New Age, żadnego guru. Zwykłe: przestań się zamartwiać, zacznij żyć.

"W danej chwili żyjemy najszczęśliwiej, bez zobowiązań, bez oczekiwań, bez rozczarowań, zauważając po prostu istotę życia" - tłumaczyła wokalistka. I dodała: "Jak się rozdrabniamy na elementy pojedyncze, myślimy co było, co mogło być, co będzie, to jesteśmy oddaleni od momentu, który może być bardzo szczęśliwy i nie zauważamy go wtedy".

Można się śmiać, można wzruszać ramionami - ale Górniak brzmi tu całkiem spójnie. Tym samym podejściem tłumaczyła też decyzję o udziale w nowym programie Polsatu Hitster, który trafi na antenę jesienią tego roku. Nowe wyzwania? Czemu nie - skoro żyje się chwilą.

I jeszcze ten rozwód. "Wszystkim polecam"

Zapytana o najszczęśliwszy moment swojego życia, Górniak bez wahania wskazała na rozwód. Nie na debiut, nie na Eurowizję, nie na narodziny syna - na rozwód. To mówi samo za siebie.

"Zaczęłam nowy etap życia, który mnie uwolnił i umocnił. Pomógł mi odnaleźć siebie taką, jakiej nie znałam wcześniej. Musiałam odnaleźć w sobie wszelkie pokłady siły. Szukałam we wszystkich zakamarkach. Znalazłam jej na tyle dużo, że dotrwałam do dziś. Jestem wolna, szczęśliwa i wszystkim polecam" - powiedziała w rozmowie z Pomponikiem.

Brzmi jak kobieta, której naprawdę dobrze. Duże trasy koncertowe wróciły, humor dopisuje, Polsat daje nowe projekty. Czy Górniak właśnie przeżywa swój najlepszy zawodowy sezon od lat? Fani w komentarzach nie mają wątpliwości - i chyba mają rację.