Dwie dekady razem, wspólna scena, wspólny dom - i własny świat każdego z nich. Golcowie powiedzieli w podcaście "Onet Rano" to, o czym wiele par boi się mówić na głos.
Przeciąganie liny? W ich domu to norma
Edyta i Łukasz Golec są razem od ponad dwudziestu lat i od dawna uchodzą za jedną z najbardziej zgodnych par polskiego show-biznesu. Tyle że oni sami tę sielankową narrację właśnie lekko rozkręcili. W podcaście "Onet Rano" Edyta przyznała wprost: między nimi też bywa różnie. I dobrze.
"W naszym przypadku czasem jest to przeciąganie liny i dobrze, że jest. Bo gdyby nam nie zależało, to pewnie już by go nie było. Ta umiejętność pójścia na kompromis jest bardzo ważna" - powiedziała wokalistka w rozmowie z "Onet Rano".
Krótko, konkretnie, bez owijania w bawełnę. Nie ma tu mowy o idealnym małżeństwie bez kłótni - jest za to uczciwe przyznanie, że zależy im na sobie na tyle, żeby się ścierać.
Własna przestrzeń to nie kryzys - to higiena
Oboje muzycy są zgodni w jednej kwestii: czas spędzony osobno nie niszczy związku, tylko go odżywia. Golcowie podkreślili w podcaście, że mimo wspólnej pracy i codzienności pilnują, żeby każde miało swój kawałek wolności.
"Małżeństwo to sztuka kompromisu. Kobieta ma swoje, facet ma swoje" - stwierdzili w "Onet Rano".
I rozwinęli tę myśl: "Każdy musi mieć swoją przestrzeń. Odpoczywamy od siebie, to taka higiena pracy. Trzeba pozwolić drugiej osobie na jej własny świat".
Brzmi jak banał? Może. Ale kiedy mówi to para, która przez dwie dekady łączy życie zawodowe z prywatnym - a większość takich duetów w show-biznesie kończy rozwodem albo ciszą na wywiadach - nabiera to zupełnie innego ciężaru.
Golcowie nie mówią, że tęsknota jest romantyczna. Mówią, że jest funkcjonalna - wraca się do siebie z nową energią, nie z przyzwyczajenia.
Czy ich przepis na małżeństwo jest do skopiowania, czy to jednak coś, co działa tylko dla nich? Napiszcie w komentarzach.

