Dwadzieścia lat razem na scenie i w domu - a jednak nie ma między nimi sielanki. Edyta Golec powiedziała to głośno: kłócą się, przeciągają linę i właśnie dlatego wciąż są razem.
Edyta i Łukasz Golec to jeden z tych małżeńskich duetów, o których show-biznes mówi z lekką zazdrością. Razem od ponad dwóch dekad, razem na scenie, razem w wywiadach. Ale idealne? Nie - i sami to przyznają.
Para pojawiła się w programie "Onet Rano", gdzie padły zaskakująco szczere słowa. Nie o sukcesach, nie o trasach koncertowych. O tym, co ich małżeństwo trzyma w jednym kawałku.
"Gdyby nam nie zależało, już by go nie było"
Edyta Golec nie owijała w bawełnę. W rozmowie dla "Onet Rano" przyznała, że między nią a mężem dochodzi do sporów - i że to dobrze. "W naszym przypadku czasem jest to przeciąganie liny i dobrze, że jest. Bo gdyby nam nie zależało, to pewnie już by go nie było. Ta umiejętność pójścia na kompromis jest bardzo ważna" - powiedziała wokalistka.
Oboje zgodzili się też w jednej kwestii bez żadnego przeciągania liny. "Małżeństwo to sztuka kompromisu. Kobieta ma swoje, facet ma swoje" - powiedzieli niemal jednocześnie.
Brzmi prosto. A jednak niewielu to potrafi.
Własna przestrzeń jako sekret długiego związku
Edyta i Łukasz Golec spędzają razem niemal każdą chwilę - próby, trasy, wywiady, dom. Można by pomyśleć, że to przepis na katastrofę. Oni twierdzą, że to właśnie wtedy przestrzeń staje się kluczowa.
"Każdy musi mieć swoją przestrzeń. Odpoczywamy od siebie, to taka higiena pracy. Trzeba pozwolić drugiej osobie na jej własny świat" - tłumaczyli w "Onet Rano".
Tęsknota, powrót, nowa energia. Brzmi jak plan - i według Golców działa.
Czy to przepis do podrobienia, czy tylko ich prywatna formuła? Napisz w komentarzu, co Twoim zdaniem trzyma pary razem po 20 latach.

