Mandaryna w 'Tańcu z gwiazdami' to jeden z najbardziej dyskutowanych castingów sezonu. Okazuje się, że ktoś aktywnie zabiegał o to zaproszenie - i nie jest to ani produkcja, ani sama zainteresowana.

Marta Wiśniewska oficjalnie potwierdzona jako uczestniczka nowej edycji Tańca z gwiazdami - i od razu zawrzało. Fani i komentatorzy kłócą się, czy jej taneczne doświadczenie to atut, czy wręcz przeciwnie - powód do dyskwalifikacji w oczach widzów. W całą sprawę nieoczekiwanie wmieszała się Paulina Gałązka.

Gałązka przyznaje: to ona namawiała Mandarynę

Paulina Gałązka, która w poprzednim sezonie Tańca z gwiazdami dotarła z Michałem Bartkiewiczem aż do finału, nie kryje entuzjazmu. W rozmowie z Pudelkiem powiedziała wprost: "Nie ukrywam, że bardzo się cieszę. Sama namawiałam Martę, żeby wzięła udział w programie." Panie poznały się bliżej podczas jednego z odcinków poprzedniej edycji, gdy uczestniczka tańczyła do piosenki "Ev'ry night". Widać, że kontakt pozostał.

Gałązka od razu ucięła spekulacje o tym, że Mandaryna wejdzie do programu z gotową przewagą. Jej zdaniem hip-hop i taniec towarzyski to dwie kompletnie różne dyscypliny. "Mam nadzieję, że widzowie dostrzegą to, jak dużym wyjściem ze strefy komfortu będzie dla niej tańczenie tańca towarzyskiego. Ona jest tancerką hip-hopową, także nie ma nic wspólnego z tymi tradycyjnymi dziedzinami tańca. Jest wspaniałą osobą i myślę, że widzowie się w niej zakochają" - mówiła aktorka w rozmowie z Pudelkiem.

Na pytanie o falę komentarzy i kontrowersji wokół castingu Gałązka nie dała się wciągnąć. "Komentarze i opinie zawsze będą, na tym polega przestrzeń publiczna" - ucięła krótko.

Mandaryna też nie ma złudzeń. "Totalny luz kontra rama"

Sama Wiśniewska w porannym paśmie Polsatu przyznała, że taniec towarzyski to dla niej nieznane terytorium. "Taniec towarzyski jest na bardzo odległej planecie od tego, co ja robię. Ja jestem osobą, która kocha hip-hop, czyli luźnie spodnie, wielkie buty. To jest totalny luz, improwizacja. A teraz, jak będę musiała włożyć siebie w ramę, to na pewno będzie to dla mnie dużym wyzwaniem" - mówiła. Jedyną przewagę, jaką dostrzega u siebie, to znajomość sali tanecznej jako miejsca. "Może mam przewagę w tym, że wiem, jak wygląda sala taneczna i wiem, ile pracy kosztuje to, żeby tańczyć" - dodała.

Podobne kontrowersje przy okazji castingu pojawiały się już wcześniej - w poprzednich edycjach podobne pytania stawiano m.in. Blance Stajkow, Emilii Komarnickiej czy Izie Miko. Produkcja, jak widać, lubi uczestników z tanecznym backgroundem. Widzowie lubią to mniej.

Obok Mandaryny w nowej edycji oficjalnie potwierdzona jest też Helena Englert. Wciąż nieznany pozostaje skład jury - Ewa Kasprzyk po pięciu sezonach żegna się z fotelem jurorki, a produkcja nie podała jeszcze nazwiska jej następcy.

Czy Mandaryna zaskoczy wszystkich i dotrze do finału, czy jednak taniec towarzyski okaże się ścianą, w którą uderzy już na początku? Piszcie w komentarzach - kibicujecie jej czy uważacie, że casting to błąd?