Wujek Łuki znalazł sposób na puste kina. Ogłosił konkurs dla szkół: przyjedźcie z klasą na "100 dni: Misja Zeus", a szkoła dostanie 10 lub 15 tysięcy złotych. Podobno to desperacki ruch przed bankructwem - giełdowe imperium Friza tąpnęło niedawno o setki milionów złotych.
# Friz płaci za frekwencję
Ekipa Friza wyciągnęła ciężką artylerię. Po premierze nowego filmu "100 dni: Misja Zeus" Wujek Łuki opublikował filmik ze zaskakującą propozycją dla nauczycieli i dyrektorów - konkurs, w którym czeka do 15 tysięcy złotych za każdą szkołę.
Jak to działa? Uczniowie idą na pokaz dla szkół (specjalny seans), nauczyciel zgłasza uczestnictwo formularzu na stronie Ekipy, a szkoły z największą frekwencją wygrywają pieniądze. Bonus: członkowie obsady osobiście wręczą nagrodę i przyjadą do szkoły.
Desperacki manewr czy inteligentna kampania?
Niby świetnie brzmi - dzieci w kinie, szkoła dostaje kasę, wszyscy zadowoleni. Ale internetom bije w oczy oczywiste tło: giełdowe imperium Karola Wiśniewskiego (Friza) odnotowało we wrześniu drastyczny spadek wartości. Spółka Ekipa Holding straciła prawie czwartą część swojej wyceny. To nie jest chwiejąca się akcja - to SOS.
W sekcji komentarzy internauci nie gryzą się w język. "Kupowanie widzów", "film klapa to trzeba się ratować", "takie zarabianie na dzieciach jest obrzydliwe" - czytamy pod filmem. Inni bardziej cyniczny: "Niezły bait na wymuszenie kasy". Kilku obrońców gwiazdy mówi, że to po prostu dobra promocja dla młodzieży, ale ton dyskusji jest ostry.
Co to oznacza dla Friza?
Nowy film miał być hitem - kontynuacja zeszłorocznego "100 dni do matury" z premierą pełną celebrytów (Wersow pojawiła się pierwszy raz od porodu). Ale liczby, jak się okazuje, nie grają. Konkurs to próba ratowania frekwencji przed tym, zanim spadnie jeszcze bardziej.
Pytanie dla fanów: czy film jest naprawdę zły, czy Friz po prostu zawsze musiał płacić za swoją publiczność? Coś mi mówi, że tym razem wszyscy wiemy odpowiedź.


