Beata Tyszkiewicz, która w 1968 roku zagrała Izabelę Łęcką w kultowym filmie Wojciecha Jerzego Hasa, zabrała głos w sprawie nowych 'Lalek'. 88-letnia aktorka nie szczędziła szczerości - zarówno Sandzie Drzymalskiej z Netfliksa, jak i Kamili Urzędowskiej z kinowej wersji. A jej rada dla nich? Zmienić nazwiska.
Tyszkiewicz o następczyniach: nazwiska jak "przeklęcie"
Beata Tyszkiewicz przyznała w rozmowie z "Faktem", że jeszcze nie widziała serialu Netfliksa, ale ma już opinię. Choć nie zna dorobku aktorek, które wcieliły się w Izabelę Łęcką w nowych produkcjach, zwróciła uwagę na coś innego - ich nazwiska. "Nie kojarzę tych aktorek, ale myślę, że powinny obrać sobie pseudonimy. Mają tak trudne nazwiska, że aż przykro zaczynać karierę od czegoś, czego nikt na świecie nie będzie w stanie zapamiętać" - wyznała z typowym dla siebie poczuciem humoru legenda polskiego kina.
To nie była zwykła grzeczność. Tyszkiewicz jasno dała do zrozumienia, że w jej oczach brakuje w nowych wersjach czegoś istotnego - tego, co miała jej generacja. "Siłą rzeczy jestem przywiązana do wersji Hasa. To była wspaniała praca i niezwykli aktorzy jak Jan Kreczmar. To było naprawdę coś nadzwyczajnego. Myślę, że w nowych wersjach może mi zabraknąć aktorów z tamtego pokolenia, którzy mieli w sobie tę niezwykłą jakość i klasę" - mówiła aktorka.
Do kina już nie chodzi - ale życzy powodzenia
Czasami Tyszkiewicz broniła nowych adaptacji. Przyznała, że powstawały w zupełnie innych czasach i przy użyciu innych środków. "W ogóle tego nie porównuję, bo to zupełnie odrębne sprawy. Od premiery filmu Hasa minęło już tyle lat... Nie ma już tych ludzi, nie ma tamtych fachowców i dawnej techniki. Słyszałam jednak, że w nowej adaptacji bardzo zadbano o wystrój i stronę wizualną" - stwierdziła.
Choć kinowa "Lalka" wzbudziła jej zainteresowanie, 88-letnia gwiazda nie planuje wybrać się na seans. "Do kina już nie chodzę i raczej nie zrobię wyjątku" - wyjaśniła. Na koniec jednak skierowała ciepłe słowa do całej obsady obu produkcji. "W każdym razie życzę wszystkim aktorom po prostu dużej frajdy z premiery ich filmu" - podsumowała.
Dwie "Lalki" na raz
Temat nazwisk aktorek pokazuje, jak różne pokolenia patrzą na karierę w show-biznesie. Według nieoficjalnych informacji, zarówno Sandra Drzymalska, jak i Kamila Urzędowska budują swoje kariery pod własnymi nazwiskami - co jest normą. Dla Tyszkiewicz, która pracowała w epoce pseudonimów artystycznych, to jednak może stanowić barierę.
Netflix serial Pawła Maślony z Drzymalską i Tomaszem Schuhardtem trafił na platformę już jako produkcja gotowa. Równolegle powstała kinowa adaptacja z Urzędowską i Marcinem Dorocińskim - obie produkcje powstawały niezależnie od siebie. To niezwykła sytuacja - dwie zupełnie odrębne interpretacje tej samej powieści Bolesława Prusa w tym samym roku.
Czy Tyszkiewicz w końcu obejrzy którąś z nich? Wszystko wskazuje na to, że nie. Ale jej słowa na pewno usłyszą obie aktorki - i całe środowisko filmowe. Legenda polskiego kina ma zawsze coś do powiedzenia.
Co na to fani Tyszkiewicz? Czy zgadzacie się z jej oceną?




