Kolejny sezon "M jak miłość" rozpala internet. Fani telenoweli nie gryzą się w język - na tapetę trafiła Barbara Mostowiak, która znowu wtrąca się w cudzą relację. Tym razem padły ostre słowa pod adresem scenarzystów.
Już drugi raz? Fani mają tego dosyć
Widzowie "M jak miłości" liczą na świeże pomysły, a dostają powtórkę z rozrywką. Według komentarzy w sieci wątek Artura i Marysi, którzy znowu przeżywają kryzys, to czysta lenistwo twórców. "Takie naciągane. Już raz mieli kryzys, po co do tego wracać, po co ten romans. Ciężko to się ogląda" - oburzał się jeden z internautów na portalu społecznościowym.
Tyle że tym razem w akcję wciągnięta została Barbara Mostowiak, grana od pierwszego odcinka przez Teresę Lipowską. W zapowiedzi kolejnego epizodu można usłyszeć, jak seniorka namawia Marysię do ratowania małżeństwa słowami: "Spróbuj uratować to wasze małżeństwo".
Barbara nie powinna się wtrącać? Fani grzmią
Choć Barbara od dekad uważana jest za jedną z ulubionych postaci "Emki", tym razem wielbiciele telenoweli nie szczędzili jej gorzkich słów. "Ta Barbara to brak słów! Do wszystkiego i wszystkich się wtrąca", "Basia już lepiej niech nikomu nie doradza", "Agnes chyba nie wie, że to był już drugi raz, ale Barbara? Po co to ratować?" - piszą fani na social mediach.
I znowu na celownik trafiły same twórcy. "Wychodzi lenistwo scenarzystów. Najłatwiej wymyślić romans, żeby rozkręcić sztuczną aferkę. Słabe to mocno. Wasz serial coraz bardziej zaczyna denerwować, a nie odprężać widza" - czytamy w komentarzach.
Co dalej z "Emką"?
To nie pierwszy raz, kiedy widzowie krytykują jakość scenariusza flagowej produkcji TVP. W ostatnich sezonach media społecznościowe regularnie zalewane są narzekaniami na powtarzające się wzorce i słabą konstelację postaci. Fani pytają wprost: czy twórcy "M jak miłości" w ogóle słuchają swoich odbiorców?
Tymczasem telenowela wciąż przyciąga tysiące widzów każdego wieczoru. Czy jednak wciąż ma tyle lat przed sobą, ile miała kiedyś?




