Praskie tysiące fanów wstrzymało oddech, gdy Ewa Farna stanęła w miejscu i powiedziała wprost do mikrofonu, że musi przerwać. Na scenę właśnie wszedł jej mąż.
Jubileusze bywają wzruszające. Ten był czymś więcej. Ewa Farna świętuje w tym roku 20 lat na scenie i postanowiła to uczucić z rozmachem - trzy wyprzedane koncerty w praskiej Fortuna Arenie. Wszystko szło zgodnie z planem, aż do momentu, gdy plan wywrócił się do góry nogami w najpiękniejszy możliwy sposób.
Martin Chobot wrócił. Po pięciu latach milczenia
Martin Chobot, mąż Farnej i gitarzysta, pięć lat temu odszedł w solowe projekty i przestał z nią występować. Fani zdążyli się do tego przyzwyczaić. Na jubileuszowym koncercie Chobot pojawił się na scenie bez zapowiedzi - i to dosłownie w środku show.
Ewa nie ukrywała, co czuje. Zatrzymała się, wzięła głęboki oddech i powiedziała do zgromadzonych: "Muszę na chwilę przerwać koncert i uświadomić sobie, że to się dzieje". Cisza. Potem - owacja.
Gdy emocje nieco opadły, razem zagrali utwór "Ta o nas" - piosenkę, która opowiada wprost o historii ich miłości. Trudno o bardziej wymowny powrót na scenę.
Fani już piszą: niech zostanie
W sieci natychmiast zaroiło się od komentarzy. Duża część fanów wprost przyznaje, że liczy na to, że Chobot nie wróci tylko na jeden wieczór. "Takich momentów nie ogrywa się na scenie - to było prawdziwe" - pisali obserwatorzy po koncercie.
Ewa Farna zadebiutowała mając 13 lat, rok później podbiła Polskę albumem "Cicho". Z Martinem Chobotem wzięła ślub w 2017 roku, razem mają dwójkę dzieci. Dwadzieścia lat kariery, jedno nieoczekiwane wejście na scenę i łzy, których nikt się nie wstydził.
Pytanie tylko jedno: czy to był jednorazowy gest na jubileusz, czy może coś więcej? Fani już wiedzą, czego chcą. Co wy na to?




