Ewa Błaszczyk ma serce pełne wspomnień. Pierwszą wielką miłością była dla niej nastoletnia przygoda z Rolandem Krukiem - chłopakiem, który wyjechał do Stanów i pozostał w jej pamięci jako ideał, do którego porównywała każdego następnego mężczyznę.

Pierwszy chłopak, który zmienił wszystko

Ewa Błaszczyk znała Rolanda Kruka, gdy była nastolatką. To była jej pierwsza wielka miłość - ta, którą wspomina z całą czułością. "Pasowaliśmy do siebie... Roland to cudowne wspomnienie. Przyjaźnimy się do dzisiaj, choć mieszka w Stanach" - wyznała aktorka w wywiadzie. Błaszczyk jest przekonana, że gdyby jej pierwszy chłopak nie musiał opuścić Polski, zostałaby jego żoną. Roland Kruk stał się dla niej miarą wszystkiego - każdego następnego partnera porównywała do niego.

"Był nieprawdopodobnym oryginałem. Był niezwykły" - wspominała na kartach swojej książki "Lubię żyć". To porównanie towarzyszyło jej przez lata, nawet gdy zakochiwała się w innych mężczyznach.

Jacek Bromski - związek na planie filmu

Dwa lata po ukończeniu studiów w warszawskiej szkole teatralnej Ewa związała się z Jackiem Bromskim. Poznała go w 1980 roku na planie filmu "Alice". Wtedy Błaszczyk miała już na koncie rolę Zoi w serialu "Dom" i głośny romans z Andrzejem Łapickim. Bromski dopiero zaczynał karierę jako reżyser i był związany z Anną Zielińską, z którą miał syna.

Ewę i Jacka połączyło uczucie, któremu nie potrafili się oprzeć. Nie kryli swojej relacji i planowali wspólną przyszłość. Jednak wiele lat później aktorka przyznała, że nigdy tak naprawdę nie myślała o poślubieniu reżysera. "Tylko spędzałam z nim czas" - stwierdziła, zupełnie odrzucając tamten związek.

Janczarski - miłość, która przerwała wszystko

Na początku lat 80. los postawił na drodze Ewy Błaszczyk Jacka Janczarskiego. Poznali się, gdy oboje byli zajęci - ona z Bromskim, on z Barbarą Wrzesińską, z którą miał syna Borysa. "Wtedy to nie był nasz czas" - wspominała aktorka. "Minął rok, zanim Jacek Janczarski znowu się do mnie odezwał. Zadzwonił, żeby powiedzieć, że się rozwodzi. Ja byłam już wolna. Drzwi się otworzyły" - wyznała w wywiadzie.

Zarówno dla Ewy, jak i dla Janczarskiego był to początek nowego rozdziału. Pobrali się 13 grudnia 1986 roku. Osiem lat później na świat przyszły ich bliźniaczki - Marianna i Aleksandra.

Tragedia w sto dni

Jacek Janczarski stał się dla Ewy tym, czego szukała - mężczyzną, który ją chronił. "Mogłam być taka... fiu, fiu. Miałam taki luksus, że ktoś się mną opiekował" - mówiła o swoim mężu. Jednak szczęście trwało krótko. Gdy córki miały sześć lat, Janczarski nagle zmarł.

Tragedię pogorszyła jeszcze większa tragedia. Dokładnie sto dni po owdowieniu poważnie zachorowała jedna z córek Ewy. "Właściwie nie przeżyłam procesu żałoby, bo w ogóle nie wiedziałam, co się dzieje. Musiałam szybko pójść do pracy, żeby zarobić na życie" - wspominała aktorka. Nigdy nie zdecydowała się ponownie wyjść za mąż. Jacek Janczarski pozostał dla niej miłością życia - tym bardziej, że po jego śmierci stał się niedościgniony, podobnie jak Roland Kruk z jej nastoletniości.

Co na to fani Ewy Błaszczyk? Jej szczerość o pierwszych miłościach zawsze wzbudzała emocje wśród obserwatorów.