Edyta Golec wyjechała z Beskidów, ale serce miała tam zawsze. We wtorek rano żona Łukasza Golca wyznała fanom sekret, który wyjaśnia, dlaczego właśnie Kraków i Symphoethnic to dla niej tyle znaczą.
Edyta Golec nie jest osobą, która ukrywa emocje. Na Instagramie, gdzie ma tysiące obserwatorów, dzieli się każdym ważnym momentem - od fotek z tras koncertowych po życie rodzinne z trzema dziećmi. We wtorek rano postanowiła podzielić się czymś bardziej osobistym.
Opublikowała zdjęcie, na którym pozuje z owcami na beskidzkich halach. Do niego dołączyła długi, wzruszający wpis. "Od owiec na beskidzkich halach, po wielkie sceny koncertowe... Mieliśmy owce, a mój Chrzestny był Juhasem na beskidzkich halach" - napisała. To nie była zwykła reminiscencja. To była historia o tym, jak wszystko się zaczęło.
Piosenka, która zmienia życie
Okazuje się, że pieśń "Na holi" - tradycyjna piosenka górali - stała się pierwszą piosenką na debiutanckiej płycie zespołu Golec uOrkiestra. Edyta wyjawiła, że równolegle z folkiem rosła w niej miłość do muzyki klasycznej. Altówka, godziny ćwiczeń, Akademia Muzyczna - to wszystko kształtowało jej artystyczną osobowość. "Dziś te dwa światy spotykają się w 'Symphoethnic' i czuję, że muzyka zatoczyła piękne koło" - przyznała żona Golca.
Kraków to jej powrót do domu
Dlatego właśnie koncert Golec uOrkiestry 21 listopada w Krakowie podczas festiwalu Symphoethnic to dla niej taki moment. "Nie ukrywam, że bardzo się na ten moment cieszę i wzruszam. Bo choć muzyka zaprowadziła mnie daleko, moje korzenie wciąż są tam, gdzie wszystko się zaczęło" - wyznała Edyta. Na koniec zadała fanom retoryczne pytanie: "A Wy? Macie takie miejsca, do których serce się rwie?"
Fani Golec uOrkiestry już wiedzą - tickets do Krakowa będą gorące. To nie będzie zwykły koncert, to będzie powrót do początków.




