Marcin Dorociński nie ukrywa podziwu dla Marka Kondrata. Gdy dowiedział się, że aktor wcieli się w Ignacego Rzeckiego, pomyślał: 'nie mam się czego lękać'. Ekranowa braterska więź między bohaterami przełożyła się na rzeczywistą harmonię.

Gdy reżyser Maciej Kawalski ogłosił obsadę nowej adaptacji "Lalki", kinomani zadrżeli. Nie z powodu Dorocińskiego - to była pewność. Szok stanowił powrót Marka Kondrata na duży ekran po kilkunastu latach nieobecności. I to właśnie w roli przyjaciela głównego bohatera.

Dorociński przyznał wprost: gdy usłyszał o Kondracie, ulga ogaręła go natychmiast. "Pomyślałem: 'Nie mam się czego lękać, to będzie wspaniała przygoda'. Przecież to Marek Kondrat - wielki aktor i wspaniały człowiek" - powiedział magazynowi "GQ". I się nie pomylił.

Naturalna chemia bez grania

Na planie "Lalki" między aktorami rodziła się zupełnie autentyczna więź. Dorociński obserwował każdy ruch starszego kolegi - przygotowania, próby, pracę nad tekstem. "Przypatrywałem się Markowi, temu, jak uczy się tekstu, jak pracuje i jak pozostaje otwarty na improwizację. Był niezwykle uważny na partnera - patrzył w oczy, słuchał, dawał dobrą energię" - wyjawił 53-latek.

Według naszych ustaleń, to właśnie obecność Dorocińskiego zachęciła Kondrata do udziału w projekcie. Starszy aktor nie szczędził pochwał: "Uważam, że mało jest, jeżeli w ogóle są aktorzy, którzy do Wokulskiego bardziej pasowali niż Marcin" - mówił w rozmowie z Filmwebem.

Dwie dekady, jedna szansa

To była ich pierwsza poważna współpraca. Przed laty mieli krótkie zetknięcie na planie filmu Marka Koterskiego, ale nigdy nie pracowali razem tak intensywnie. Kondrat (75 lat) zauważył upływ czasu: "Choć myśmy mieli okazję się spotkać, to spotkanie obrazuje upływ czasu i to, w jaki sposób Marcin wzrasta".

Nowa "Lalka" to dla obydwojga aktorów projekt prestiżowy - klasyka literatury, którą adaptowano już wielokrotnie. Tym razem chodzi o to, by dać jej nowe życie dla współczesnego widza. I wygląda na to, że zarówno Dorociński, jak i Kondrat wiedzą, o co grają.

Co na to fani? Czy połączenie doświadczonego Kondrata z dynamicznym Dorocińskim to strzał w dziesiątkę?