Bibliotekarz na dwóch etatach, muzyk na śmieciówce, archiwista za minimalne stawki - Doda tłumaczy, o kogo tak naprawdę chodzi w tej ustawie. I nie ma litości dla tych, którzy jej zdaniem nie przeczytali ani jednego przepisu.
Doda znowu zabrała głos. Tym razem bez wypominania Skolimowi kiełbasy - piosenkarka zwróciła się bezpośrednio do krytyków projektu ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów. I dostało się ostro.
"Dziecinne i pokazuje brak elementarnej wiedzy"
We wtorek Rabczewska opublikowała długie oświadczenie, w którym rozprawiła się z najpopularniejszymi argumentami przeciwko ustawie. Pierwszy na celowniku znalazł się mit o "bogatych artystach".
"Drogi czytelniku, widzę, że oceniasz ustawę artystyczną, której ewidentnie nawet nie przeczytałeś. Ta ustawa dotyczy tysięcy ludzi w instytucjach kultury - bibliotekarzy, archiwistów czy muzyków - którzy latami pracowali na śmieciówkach za minimalne stawki. Myślenie, że każdy pracownik kultury to celebryta z TV, jest po prostu dziecinne" - napisała.
Doda podkreśliła, że praca w sektorze kultury dla wielu ludzi nie jest romantycznym wyborem, tylko jedyną zawodową ścieżką. I że specjalista nie powinien dorabiać po nocach tylko dlatego, że państwo nie zapewnia mu godnych składek.
"To nie jest normalne państwo, w którym specjalista musi się łamać na dwa etaty, żeby przeżyć" - napisała w oświadczeniu.
Kultura to nie pasja, to praca
Rabczewska odniosła się też do argumentu, który pojawia się w takich dyskusjach regularnie - że kultura to "pasja" i jakoś inaczej liczyć się powinna. Stwierdziła wprost: praca to praca, niezależnie od branży.
Odpowiedziała też na zarzuty, że walka o prawa artystów odbywa się kosztem innych potrzebujących - chorych dzieci czy seniorów. Nazwała to "licytacją na nieszczęście" i zaapelowała, żeby zamiast szczuć jednych na drugich, domagać się godnych warunków dla wszystkich pracujących.
To już kolejna odsłona sporu, który zaczął się od słów Skolima na pikniku w Czeremsze - wykonawca "Bebecity" stwierdził podobno, że pieniądze podatników nie powinny trafiać do "kuew i ćpuów". Doda odpowiedziała, obaj wymienili kolejne ciosy. Teraz wokalistka wyraźnie chce przenieść rozmowę na poważniejsze tory.
Czy to zadziała - i czy ktokolwiek po drugiej stronie naprawdę sięgnie po treść ustawy? Piszcie w komentarzach.


