Mirra Andriejewa miała 19 lat i grała jak maszynka. Maja Chwalińska miała za sobą depresję, trzy rundy kwalifikacji i dziewięć wygranych meczów z rzędu. W dziesiątym zabrakło jej już sił.

Jak Chwalińska dotarła do finału, którego nikt się nie spodziewał

Maja Chwalińska weszła do turnieju głównego French Open 2026 przez kwalifikacje - trzy mordercze rundy, które większość tenisistek omija szerokim łukiem. Potem wygrała kolejne mecze, odprawiając wyżej notowane rywalki jedna po drugiej. Kiedy stanęła w finale, stała się pierwszą kwalifikantką w historii paryskiego turnieju, której udało się dojść tak daleko. Ten fakt sam w sobie jest już historią.

Za sam awans do finału 24-latka zarobiła co najmniej 1,4 miliona euro - więcej niż przez całą dotychczasową karierę zawodową. Jej rodzice, którzy pojawili się w sobotnim wydaniu "Dzień Dobry TVN", mówili ze wzruszeniem, że córka odzyskała radość z gry. Kilka lat temu nie było to takie oczywiste - Chwalińska i jej bliscy otwarcie mówili o jej walce z depresją.

Andriejewa była po prostu lepsza

W finale po drugiej stronie siatki stanęła Mirra Andriejewa - 19-latka, którą eksperci nazywają cudownym dzieckiem współczesnego tenisa. Agresywna gra z głębi kortu, potężne uderzenia i dojrzałość taktyczna rzadko spotykana u zawodniczek w jej wieku. Dla Chwalińskiej był to dziesiąty mecz w turnieju - dla Andriejewej kolejny krok po tytuł, który ostatecznie trafiła.

Mirra Andriejewa wygrała Roland Garros 2026. Chwalińska wraca do Polski ze srebrnym medalem, rekordem historycznym i sumą, która zmienia jej życie finansowe dosłownie z dnia na dzień.

Czy to koniec bajki, czy dopiero początek? Kibice na polskich Twitterach są zgodni: Maja i tak wygrała - tyle że inaczej niż wszyscy myśleli.