Ewa Chodakowska zamknęła rozdział swojego małżeństwa z Lefterisem Kavoukisem. Po 17 latach wspólnego życia para podjęła decyzję o rozwodzie - ale zamiast wojny prawnej i medialnych szantaży, pokazała coś znacznie rzadszego: dojrzałość.
Rozwód bez dramatów. Chodakowska i Kavoukis pokazują jak się to robi
Ewa Chodakowska nie ukrywała się. W oficjalnym oświadczeniu na Instagramie napisała wprost: "Po 17 wspólnych latach podjęliśmy decyzję o zakończeniu naszego małżeństwa. Niełatwo zamknąć tak ważną część życia w kilku zdaniach. Przez te wszystkie lata byliśmy dla siebie miłością, rodziną, przyjaciółmi i partnerami w budowaniu wspólnego świata". Trenerka fitness nie czekała ani chwili - fani natychmiast rzucili się komentować, a część z nich przywaliła bezlitośnie. Chodakowska przerwała im natychmiast. "Niesłychane, że w XXI wieku wciąż próbujemy mierzyć wartość Kobiety jej stanem cywilnym" - napisała ostro, nie dając się przytłoczyć hejcie.
Co jednak było największym zaskoczeniem? Kilka dni później na jej profilu pojawił się wspólny POST z "przyszłym byłym mężem". Chodakowska i Kavoukis będą wspólnie pracować na obozie fitness "Tydzień Metamorfozy". "Rozumiem, że dla części z Was ta informacja będzie dużym zaskoczeniem. Tak, na najbliższym obozie sportowym będzie obecny mój 'przyszły były mąż'... i jego słynne 'proste placki' też" - wyjaśniła z ironicznym uśmiechem.
Szacunek zamiast wojny. Fani zachwyceni
W dalszej części wpisu Chodakowska podkreśliła, co dokładnie się zmienia, a co NIE. "Koniec małżeństwa nie przekreśla wspólnych lat, wzajemnego szacunku ani wszystkiego, co razem stworzyliśmy. Nadal się przyjaźnimy i nadal będziemy wspólnie działać. Można zmienić charakter relacji i zachować to, co w niej dobre" - dodała. Komentarze pod postem zalały się gratulacjami. "I pięknie. To świadczy, że was łączyła szczerze uczucie i szacunek dla wspólnej historii", "Jesteście niesamowici", "Wasza dojrzałość jest naprawdę piękna. Ja również pozostaję z moim już wkrótce byłym mężem w bardzo dobrych relacjach" - pisali fani.
To pokazuje, że czasem rozwód to nie koniec, tylko zmiana scenariusza. Para, która się szanuje, potrafi przejść od małżeństwa do przyjaźni - i zarabiać razem na kolejnych obozach fitness. Cyniczna rzeczywistość? Być może. Ale chociażby to lepsze niż rozłam na całej linii.



