Rafał Brzozowski zdradził w wywiadzie, jak naprawdę wygląda różnica między graniem w Stanach a w Polsce. Dla piosenkarza to temat boleśnie praktyczny - i wcale nie romantyczy wygody.

# Brzozowski: jak się jeździ po koncertach w USA, a jak w Polsce

Rafał Brzozowski to nie tylko wokalista piosenki "Tak blisko" czy uczestnik "Twojej Twarzy Brzmi Znajomo" na Polsacie. To przede wszystkim człowiek, który na własnej skórze doświadczył różnic między showbiznesem zachodnim a polskim. I nie szczędzi szczegółów.

W jednym z ostatnich wywiadów Brzozowski porównał dwie rzeczywistości - tournee po Ameryce a krajowe trasy koncertowe. Wyznanie jest brutalne: to zupełnie inna skala.

Ameryka: samoloty, duże busy, orkiestry

W Stanach Brzozowski grał dla Polonii, podróżując między Chicagiem, Nowym Jorkiem, Toronto. Tam logistyka wygląda inaczej. "W Ameryce graliśmy dla Polonii, więc podróżowaliśmy między miastami samolotami - Chicago, Nowy Jork, Toronto - a ekipa techniczna jechała 11-12 godzin z koncertu na koncert, aby przewieźć sprzęt, my zaś, żeby się nie zamęczyć, lecieliśmy samolotem, bo po pierwsze jest to tanie: te loty kosztują maksymalnie 200 dol. To jest 600 zł za bilet" - wyjaśnia piosenkarz.

Powód? Odległości. "Jeśli się gra w Ameryce, to się jeździ dużymi autobusami, dużymi vanami, gdzie jest cały zespół z garderobą. Stąd się te duże koncertowe kampery" - dodaje.

Polska: busiki dziewięcioosobowe i problemy z kadrą

U nas sprawa wygląda zupełnie inaczej. "A u nas się jeździ busikami dziewięcioosobowymi, takimi które jeszcze zabierają sprzęt. Maksymalnie wchodzi dziewięć osób, a jak masz ekipę dwanaście osób, to jest problem - dlatego też są mniejsze składy i gra się troszkę w mniejszej ekipie - bo to ekonomia" - wyznaje Brzozowski.

I tu leży sedno sprawy. Piosenkarz marzy o graniu z orkiestrą, ale matematyka biznesu nie pozwala. "Marzyłem o graniu z orkiestrą i gram z orkiestrami, ale nie jestem w stanie tego hospitality [zaplecza] zrealizować. Położyć, spać 30 muzyków, nakarmić - to się nie kalkuluje. Duże kwoty się robią" - podsumowuje.

To wyznanie mówi dużo o tym, jak rozdźwięk między ambicjami artystów a realiami polskiego rynku muzycznego. Brzozowski nie narzeka - opisuje rzeczywistość. Busiki zamiast kampery, dziewięciu ludzi zamiast trzydziestu, sklady zamiast orkiestr.

Czy polskie tournee mają szansę się zmienić? Trzeba by zmieniła się cała ekonomia branży. Na razie Brzozowski robi to, co może - i wciąż stara się grać na największą skalę, jaką mu system pozwala.