Razem od prawie dwudziestu lat, razem na scenie, razem w dołkach zawodowych. Tamara Arciuch w rozmowie z Plejadą powiedziała wprost, jak naprawdę wygląda życie z aktorem, którego kochasz i z którym dzielisz tę samą niepewną branżę.

Tamara Arciuch i Bartłomiej Kasprzykowski poznali się w 2007 roku na planie serialu "Halo, Hans!". Od tamtej pory nie rozstają się ani prywatnie, ani zawodowo - grają razem w teatrze, angażują się we wspólne projekty. Brzmi jak bajka. Ale Arciuch nie owija w bawełnę.

Razem łatwiej, ale i razem trudniej

Kiedy Plejada zapytała aktorkę, czy wspólny zawód pomaga im w związku, odpowiedź była daleka od hurraoptymizmu. Arciuch przyznała, że ta sytuacja ma dwie strony medalu - i obie są realne.

"Jest to jednocześnie łatwiejsze i trudne. Możemy robić razem jakieś projekty, napędzać się nawzajem i się w tym wspierać, ale z kolei jak coś się nie powiedzie, no to oboje na tym wózeczku gdzieś tam lecimy. Ten zawód jest bardzo frustrujący i niepewny, ale nam jakoś się udaje od tego być daleko" - wyznała aktorka w wywiadzie dla Plejady.

Krótko, konkretnie i bez lukrowania. Ten "wózeczek" to chyba najlepszy obrazek ich wspólnego życia - jadą razem, na dobre i na złe, bez możliwości wysiadki.

Stres był, ale Tamara go okiełznała

Arciuch przyznaje też, że dawniej zawodowa niepewność była dla niej źródłem prawdziwego lęku. Z biegiem czasu nauczyła się jednak inaczej patrzeć na branżę, która nikomu nie gwarantuje jutrzejszego angażu.

"Nauczyłam się trochę wyciszać stres, który temu towarzyszy, bo wcześniej naprawdę cały czas się zamartwiałam, jak my sobie damy radę, a teraz sobie myślę: będzie dobrze, na pewno sobie damy radę, bylebyśmy tylko byli zdrowi" - powiedziała Plejadzie.

I tu sedno. Nie kariera, nie kolejna rola, nie nagroda - zdrowie. Ktoś, kto przeszedł przez lata aktorskiej huśtawki, wie, co jest najważniejsze.

Para od lat uchodzi za jeden z bardziej stabilnych związków w polskim show-biznesie - bez skandali, bez dramatycznych rozstań, bez tabloido wych wojen. Może właśnie dlatego, że oboje rozumieją, na czym polega ta robota. I że czasem ten wózeczek zjeżdża z górki szybciej, niż by się chciało.

Czy to przepis na trwały związek w show-biznesie - wspólny zawód plus wspólna odporność na stres? Dajcie znać w komentarzach.