Anna Wyszkoni ma finansową poduszkę, o której większość artystów może tylko pomarzyć. I właśnie dlatego jej decyzja jest tym bardziej zaskakująca.
Kariera muzyczna trwająca ponad dwie dekady robi swoje. Wyszkoni nie owija w bawełnę - w rozmowie z Plejadą przyznała, że jest na etapie, w którym spokojnie mogłaby już nie wychodzić na scenę. A jednak wychodzi. I to regularnie.
"Mogłabym nie pracować, ale kocham muzykę"
Wokalistka powiedziała to bez owijania w bawełnę: "Kocham muzykę, chcę na scenie być jak najdłużej. Pracuję konsekwentnie, mimo że może bym już nawet mogła, nie odcinam kuponów. Ciągle tworzę nowe piosenki. Uwielbiam spotykać ludzi, którzy mnie inspirują, którzy mnie napędzają, tworzą. To jest wszystko to, co ja kocham i co zawsze chciałam robić" - wyznała w rozmowie z Plejadą.
Trudno o bardziej szczerą deklarację. Wyszkoni nie gra tu skromnej - mówi wprost, że mogłaby siedzieć w domu i żyć z tego, co zarobiła. Ale nie zamierza.
Odejście z Łez? "Najlepsza decyzja"
Przy okazji 45-letnia artystka sięgnęła pamięcią do 2010 roku, kiedy opuściła zespół Łzy - wtedy decyzja kosztowała ją sporo nerwów. Dziś ocenia ją inaczej.
"To były momenty, które były ryzykowne, chociażby odejście z zespołu Łzy w 2010 roku. W konsekwencji jesteśmy 16 lat później i czuję, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć, mimo że wtedy ona była okupiona żalem" - mówiła w tej samej rozmowie.
Dodała też, że nie należy do osób, które rozpamiętują przeszłość: "Raczej jestem z tych, którzy idą do przodu" - skwitowała.
Za tę postawę w dużej mierze dziękuje rodzicom. W kulisach przed koncertem "Nie ma jak u mamy" wyjawiła, że to właśnie oni pilnowali, żeby dbała o marzenia - ale jednocześnie zawsze miała "backup", bo jak sama powiedziała, "różnie może w życiu się wydarzyć".
Wyszkoni idzie do przodu. Pytanie tylko - co szykuje następnego?
A wy - myślicie, że ktokolwiek z polskich gwiazd powinien w jej wieku odpuścić scenę, czy wręcz przeciwnie?




