Anna Przybylska wiedziała, że nie ma czasu. Siedziała w łóżku szpitalnym w Gdyni i myślała nie o sobie, ale o trzech dzieciach i mężu, który zostanie sam. To, co powiedziała Jarosławowi Bieniukowi tuż przed śmiercią, zmieniło jego życie.
Ostatnia wola aktorki
Anna Przybylska zmarła 5 października 2014 roku. Miała 35 lat. Jednak zanim pożegnała się z życiem, podjęła decyzję, która będzie ważna dla całej rodziny - poprosiła partnera Jarosława Bieniuka nie tylko o opiekę nad dziećmi, ale o coś znacznie ważniejszego: by nauczył się żyć na nowo.
"Przekonywała Jarka, że musi nauczyć się żyć na nowo. Bo tylko szczęśliwy ojciec da szczęście swoim dzieciom. To było jej życzenie" - powiedziała w programie "Na żywo" osoba bliska rodzinie. Dla Przybylskiej to nie był egoizm, a rozum matki. Straciła własnego ojca w wieku 16 lat. Wiedziała, jak ta strata kształtuje całe życie.
Jarosław Bieniuk, były piłkarz Lechii Gdańsk, przez wiele lat nie mógł pogodzić się z odejściem matki swoich dzieci. Rozważał nawet karierę trenerską, ale ostatecznie zrezygnował. "Kariera trenerska wiąże się z częstymi podróżami, a byłoby to trudne ze względu na moją sytuację rodzinną" - wyjaśniał "VIVA!".
Spełnił jej życzenie
Z czasem jednak Bieniuk zaczął słuchać ostatnich słów Anny. Najpierw był związany z Martyną Gliwińską, z którą doczekał się syna Kazimierza. Teraz jego partnerką jest Zuzanna Pactwa. Para nie ukrywa uczucia - Bieniuk coraz częściej dzieli się wspólnymi zdjęciami w mediach społecznościowych.
Anna Przybylska zapisała się w historii polskiego kina przede wszystkim rolami w "Daleko od noszy" i "Złotopolskich". Miała trzoje dzieci: Oliwię, Szymona i Jana. Jej śmierć pozostawiła ogromną pustkę, ale jej ostatnia wola okazała się mądrością, której Bieniuk słucha do dzisiaj.
Czy uważasz, że Anna miała rację? Czy szczęście rodzica rzeczywiście wpływa na szczęście dzieci?



