Anna Lewandowska napisała to sama, bez owijania w bawełnę: boi się. Przeprowadzka do Chicago zbliża się nieuchronnie, a żona Roberta przyznała publicznie, że ten krok wywraca jej świat do góry nogami.
Robert Lewandowski oficjalnie kończy europejski rozdział kariery. 29 czerwca 2026 roku ogłoszono jego transfer do Chicago Fire - klubu MLS, gdzie zagra jako tzw. Designated Player do końca sezonu 2027/28. Po czterech latach w FC Barcelonie, po Borussii Dortmund i Bayernie Monachium, po ponad 560 golach w klubowej karierze - teraz czas na Amerykę.
Dla Roberta to kolejny szczyt do zdobycia. Dla Anny - coś znacznie trudniejszego.
Anna Lewandowska nie ukrywa strachu
Anna Lewandowska opublikowała na swoich mediach społecznościowych szczery wpis, w którym przyznała, że zbliżająca się przeprowadzka napawa ją lękiem. Nie grała dzielnej żony sportowca. Napisała wprost.
"Długo zastanawiałam się, co tutaj napisać. Przed nami ogromna zmiana, czyli przeprowadzka do Chicago. I choć powinnam pisać o ekscytacji, to dziś chcę Wam powiedzieć jedno: cholernie się boję. Martwię się o dziewczynki i ich emocje, o nową szkołę, o to, jak odnajdą się w zupełnie nowym świecie" - napisała.
I dodała coś, czego fani rzadko słyszą od gwiazd w jej sytuacji: "Stoję za nim murem i wspieram go z całych sił, bo jesteśmy drużyną. Ale jako kobieta mam prawo czuć lęk. Mam prawo czuć się przytłoczona i dzisiaj nie będę udawać, że jest inaczej".
Trudno się dziwić. Anna ostatnie cztery lata spędziła na budowaniu biznesu w Barcelonie. Nowe miasto to nie tylko nowa szkoła dla córek - to też pytanie, co z jej własnym życiem zawodowym.
Chicago zamiast Barcelony - co traci Anna?
Dla Roberta Lewandowskiego przeprowadzka do USA to logiczny krok kariery. Dla Anny to przede wszystkim kolejne zaczynanie od zera. Biznes, kontakty, codzienność - wszystko trzeba budować na nowo, tym razem po drugiej stronie Atlantyku.
Rodzina zdążyła jeszcze odsapnąć na Malcie - profile Lewandowskich zapełniły się słonecznymi kadrami, a fani komentowali z zachwytem. Ale wakacje minęły. Chicago czeka.
Czy Ania da radę pogodzić wsparcie dla Roberta z własną karierą i spokojem córek? Napisz w komentarzach, czy rozumiesz jej obawy.








