Ania i Marcin z 'Rolnika szuka żony' nie mieli czasu na urlop macierzyński. Zaledwie kilkanaście dni po tym, jak pochwalili się małą Martyną (urodzona 21 sierpnia), żona gospodarza weszła między jabłonie - bo wrzesień to pora zbiorów, a gale nie czekają na nikogo.

Pierwsza praca po porodzie

W piątek, 15 września, Ania opublikowała filmik z sadu. Między dojrzałymi jabłkami, w towarzystwie zbieraczy, pokazała, jak wygląda życie młodej mamy na wsi. "Jak wrzesień, to zbiór gali. U nas praca wre - trzeba zebrać te wszystkie piękne jabłuszka" - napisała na InstaStories. Nie ma tu czasu na odpoczynek, nawet gdy kilka tygodni temu przeszło się jedno z największych doświadczeń w życiu.

Para poznała się na planie 11. sezonu "Rolnika szuka żony" i od tamtej pory żyje poza reflektorem mediów. O narodzinach córeczki poinformowali dopiero w pierwszej połowie września - czyli prawie miesiąc po porodzie. Szczegóły poznaliśmy z uroczynego wpisu: Martyna przyszła na świat 21 sierpnia, a rodzice długo nie dzielili się wiadomością z publicznością. To świadomy wybór pary, która pilnuje swojej prywatności.

"Mam nadzieję, że jestem odporny na niewyspanie"

Zanim Martyna się urodziła, Marcin udzielił wywiadu tygodnikowi "Rewia". Gospodarz, który w tym roku świętował 40. urodziny, wyznał swoje obawy przed ojcostwem. "Mam nadzieję, że jestem odporny na niewyspanie, choć czwórka już z przodu" - żartował, myśląc o swojej czterdziestce.

Okazuje się, że jego niepokoje były zbyt przesadzone. Zarówno Marcin, jak i Ania radzą sobie znakomicie - zarówno jako rodzice, jak i jako pracownicy fizyczni. Dom, który przygotowywali przed porodem, już wkrótce ma stać się siedliskiem pełnej rodziny.

W tym samym wywiadzie Marcin wspominał, że kolejność zdarzeń w ich życiu nie poszła po jego myśli. "Zwykle najpierw jest ślub, a potem powiększenie rodziny. Ale u nas będzie odwrotnie. Może nie wszystko jest tak, jak to sobie kiedyś wyobrażaliśmy, ale najważniejsze, że się kochamy i będziemy rodziną" - mówił. Wciąż planują wesele - Ania marzy o kameralnej imprezie w sadzie, gdzie będzie można łączyć pracę z zabawą.

Życie toczy się dalej

Narodziny Martyny to dla pary nie koniec normalnego życia - to jego początek, tyle że w innej, bogatszej wersji. Podczas gdy w miastach młode matki mogą pozwolić sobie na kilka miesięcy na łóżku, tutaj przyroda nie czeka. Zbiory jabłek gali to pora, która wyznacza rytm całego roku na wsi.

Ania i Marcin pokazują, że macierzyństwo i praca fizyczna to nie są rzeczy sprzeczne - zwłaszcza gdy mamy się w bliskiej rodzinie. Ich córeczka dorasta wśród drzew i owoców, a rodzice pracują razem, każdą chwilę wolną poświęcając sobie nawzajem i małej Martyni.

Co myślicie - bylibyście w stanie pracować w sadzie trzy tygodnie po porodzie? Komentujcie!