Aneta Zając ściska medal w dłoniach i uśmiecha się szerzej niż na każdym czerwonym dywanie. Pierwszy raz w życiu przebiegła półmaraton - dokładnie tak, jak sobie zaplanowała: bez zatrzymania, równym tempem, cała 21,1 km. Na mecie jeszcze miała siły.

Metamorfoza, która trwa

Aktorka ma chorą tarczycę i przez lata udowadniała, że można żyć pełnią życia mimo problemów zdrowotnych. Jednak niedawno okazało się, że jej organizm potrzebuje więcej niż sama dyscyplina - trzeba było zasięgnąć porady specjalisty i przeanalizować lata wahań wagi. "Sprawdzić, co tam ten mój organizm, co tam sama sobie zrobiłam przez te wszystkie lata" - wyznała wówczas w podcaście "Party u Simony".

W marcu ubiegłego roku pokazała na Instagramie dwa zdjęcia z zaledwie trzema miesiącami odstępu. Różnica była widoczna gołym okiem. Pod fotem napisała coś, co brzmiało jak przyrzeczenie: "To nie koniec tej drogi, ale idę dalej - silniejsza i spokojniejsza".

Medal zamiast hashtagu

Kilka dni temu Zając opublikowała nowe zdjęcie tuż po mecie półmaratonu. Na fotografii widać szczuplutką aktorkę ze złotym medalem. W komentarzu dała sobie słowo - nie dla internetu, dla siebie.

"44 lata. Pierwszy półmaraton. 21,1 km. I zrobiłam to! Założyłam sobie jeden cel: przebiec całość. Bez zatrzymywania się, bez marszu, równym tempem i tak, żeby na końcu nadal mieć siłę. I dokładnie tak pobiegłam. Jestem z siebie naprawdę dumna. Granice są trochę dalej, niż nam się wydaje" - napisała.

To nie bieg dla zasięgów. To test dla siebie.

Od "Tańca z gwiazdami" do maratonu

Aneta Zając to kobieta, która nigdy nie ucieka od wyzwań. Kiedy partner zostawił ją z dwojgiem dzieci, zamiast rozpaczać publicznie, poszła do studia tanecznego. "Taniec z gwiazdami" wracał właśnie na antenę Polsatu po trzyletniej przerwie - Zając rywalizowała na parkiecie z Joanną Moro. Widzowie, przejęci jej pracą i losami, dali jej głosy. Wygrała całą edycję.

W serialu "Pierwsza miłość", w którym gra od pierwszego odcinka, dostała możliwość zagrania podwójnej roli - Marysi i jej bliźniaczki Dominiki. Fani uważają, że ta postać zasługuje na osobny serial.

Teraz Zając pokazuje coś jeszcze - że w czterdziestce można odkrywać nowe możliwości swojego ciała. Nie dla followerów. Dla siebie.

Co na to fani? Komentarze pod postem pękają z dumy - "Inspiracja", "Niesamowita kobieta", "Udowadniasz, że wiek to tylko liczba".