Agnieszka Kwiatkowska zapraszała do siebie trzech kandydatów, ale żaden z nich nie trafił jej w gust. Fani bez litości wytykali jej wybredność i zimny charakter. Przez trzy lata milczała, a teraz po raz pierwszy wyjawiła, co ją zmusiło do zamknięcia całego biznesu.

Zniknęła z mediów przez trzy lata

W 10. sezonie "Rolnik szuka żony" Agnieszka Kwiatkowska miała 40 lat, siedemnastohektarowe gospodarstwo z końmi i własny ośrodek jeździecki. Prowadziła też hotel i restaurację Trzy Podkowy. Kiedy program poszedł w świat, widzowie nie oszczędzali jej krytyki - nie za brak miłości (to przecież loteria każdego uczestnika), ale za sposób, w jaki odnosiła się do kandydatów.

Agnieszka nie tłumaczyła się z decyzji. Po prostu zniknęła. Dopiero w 2024 roku fani zauważyli, że jej biznes przestał funkcjonować. Na stronie hotelu i restauracji pojawiła się krótka wiadomość: "zmiana profilu działalności". Nic więcej. Spekulacje w sieci rosły - czy bankrut, czy choroba, czy coś gorszego?

"Spojrzałam na siebie i oniemiałam"

Teraz, w wywiadzie dla WP Rolnicy, rolniczka wreszcie mówi otwarcie. Nie czekała na komentarze - sama się przeanalizowała, oglądając się na ekranie.

"Dopiero kiedy zobaczyłam siebie w telewizji, zrozumiałam, jaka naprawdę jestem: zero-jedynkowa, sfokusowana na pewne sprawy, w tym na pracę, i że nie daję żadnego marginesu błędu ani sobie, ani innym" - wyznała.

Okazało się, że cechy, które dały jej sukces biznesowy - bezwzględność, precyzja, brak kompromisu - były zabójcze dla relacji międzyludzkich. "Spojrzałam na siebie i pomyślałam: kurczę, nie wiedziałam, że aż taka jestem" - dodała bez ogródek.

Sprzedała prawie wszystko

Z tej autoanalityki wyciągnęła radykalne wnioski. Zostawiła sobie tylko kilka koni - "bez nich nie wyobrażam sobie życia" - ale resztę biznesu sprzedała. Gospodarstwo, hotel, restauracja - wszystko poszło.

"Zszedł ze mnie ciężar obowiązku i odpowiedzialności za innych ludzi. A to jest coś, co bardzo mi ciążyło. W końcu dopuściłam do siebie myśl, że - jak to mówią - nie trzeba mieć piekarni, żeby jeść chleb" - wyjaśniła swoją decyzję.

Agnieszka nie żałuje udziału w "Rolniku". Wręcz przeciwnie - program okazał się dla niej jak terapia. Po raz pierwszy w życiu zadała sobie pytania, które wcześniej uciekały jej uwadze: co czuję, czego naprawdę chcę, kim jestem bez biznesu.

To było warte trzech lat ciszy.