Agnieszka Bławuciak z Polsatu miała szansę na milion, ale w ostatniej chwili postanowiła się wycofać. Dla uczestniczki ważniejsze było bezpieczeństwo niż wielka wygrana - i okazało się, że ma na to niezwykle ważny powód.
# Morszkulce czy mieszkanie?
W poniedziałkowym odcinku "Milionerów" Hubert Urbański postawił Agnieszce Bławuciak ze Świebodzina ostateczne pytanie. Chodziło o to, gdzie najłatwiej spotkać morszkulce - na plaży, na Rynku w Krakowie, na wysokiej połoninie czy pod mikroskopem. Stawka była najwyższa: milion złotych.
Uczestniczka siedziała w fotelu, uważnie słuchając każdego słowa. Wszystkie koła ratunkowe miała już za sobą. Wiedziała, że każda decyzja w tym momencie to totalna loteria. I zdecydowała się postawić na pewniaka - rezygnacji z gry.
Nie znała odpowiedzi, ale wiedziała, co ważne
Nie chciała podejmować ryzyka. Hubert Urbański wyjaśnił, że poprawna odpowiedź to wariant A - plaża. Morszkulce to bowiem kule lodowe, które tworzą się przy temperaturze wody około 0 stopni Celsjusza, przy odpowiednim falowaniu i śryżu, a następnie wyrzucane są na brzeg.
Agnieszka zakończyła grę z wygraną 500 tys. złotych. Konkurencja? Może i mniejsza, ale pewna.
Co ważniejsze - jej plan na te pieniądze wzruszył wszystkich. Profil Polsatu na Instagramie ujawnił, że kobieta nie myśli o sobie. "Będzie na mieszkanie dla syna" - powiedziała uczestniczka bez zbędnych słów.
Syn i babcia kibicowali z widowni
Na sali, podczas nagrania, siedział jej syn Stanisław. Towarzyszyła mu także babcia, która wspierała Agnieszkę przez całą grę. Wszyscy trzej mieli prawo być dumni - bo to nie było zwycięstwo dla zysku, ale dla rodziny.
W "Milionerach" coraz więcej uczestników gra nie dla siebie, ale dla bliskich. Agnieszka Bławuciak to kolejny dowód na to, że czasami mądrzejsze jest wybrać bezpieczeństwo niż grę na całość. Zwłaszcza gdy czeka się na mieszkanie dla syna.
Co na to fani? Czy wycofanie się z gry to mądra decyzja czy przesada?
Zobacz na Instagramie



