Jeden telefon wystarczył Agacie Kulesza, by zagrać w "Lalce". Agentka wymówiła zaledwie trzy słowa - "Marcin Dorociński, kostium" - i aktorka nie wahała się ani chwilę. To pokazuje, jaka energia panowała wokół tej produkcji.
Od 1 września "Lalka" Macieja Kawalskiego biję rekordy kinowe, a za kulisami ujawniają się niespodziewane historie z planu. Okazuje się, że gwiazdy polskiego kina nie liczyły się z wielkością roli - liczyła się sama szansa.
Agata Kulesza gra w filmie panią Meliton - postać niewielką, ale znaczącą. W rozmowie z magazynem "Viva!" aktorka wspomina niezwykły moment, w którym otrzymała propozycję. "Dostałam rolę bez castingu. Agentka zadzwoniła i powiedziała: Taka nieduża rola, ale z Marcinem Dorocińskim i w kostiumie. Od razu wiedziałam - biorę!" - mówi zachwycona.
To nie był wyjątek. Cała obsada "Lalki" podeszła do projektu z niesamowitym entuzjazmem. Karolina Gruszka, która gra Florentynę, przyznaje wprost: "Rozmach produkcji, obsada, pomysł na ekranizację sprawiły, że każdy chciał mieć swój udział. Niezależnie od tego, czy to duża czy maleńka rola. Wszyscy mieliśmy poczucie, że bierzemy udział w wielkiej przygodzie".
Reżyser ujawnia sekret atmosfery na planie
Maciej Kawalski nie kryje zdumienia, że żaden aktor nie odmówił propozycji. Niektórzy zagrali naprawdę mikroskopijne sceny - Jan Peszek pojawia się przez około 20 sekund, Dawid Ogrodnik tylko na początku filmu. A mimo to wszyscy się zgodzili.
"Wszyscy podeszliśmy do tego z ogromnym szacunkiem. Możliwość zagrania w takim filmie zdarza się rzadko. Czuliśmy, że dzieje się coś wyjątkowego, że dotknęliśmy fantastycznej historii" - wyznaje reżyser.
Najbardziej uderzająca była atmosfera po zakończeniu każdego ujęcia. Kawalski opisuje to jako "prawdziwą magię kina". "Zwykle po "Cięciu!" wszyscy rozpraszają się - ktoś poprawia makijaż, ktoś biegnie po kawę. Gwar, krzątanina. Tu wszyscy bardzo często trwaliśmy jeszcze przez chwilę w skupieniu. To była niezwykła energia" - dodaje filmowiec.
Polskie kino pokazało, jak powinno być
Historia powstania "Lalki" pokazuje coś, co w branży filmowej rzadko się zdarza - wspólne poczucie misji. Nie było tu żadnych ego, żadnych "to rola za mała dla mnie". Była tylko chęć bycia częścią czegoś większego.
Źródła podają, że na planie panowała atmosfera, którą trudno zapomnieć. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że pracują nad adaptacją klasyka Bolesława Prusa - jednej z najpiękniejszych polskich powieści. To zobowiązywało.
Czy ta energia przełoży się na ekran? Premiera "Lalki" już się odbyła, a opinie widzów będą decydujące. Jedno jest pewne - reżyser Maciej Kawalski udało mu się stworzyć zespół, który traktował każdy metr filmu jak dzieło sztuki.




