Mery Spolsky o wymarzonym ślubie. 'Mam to w d**ie'

PLOTUCH

W skrócie

W skrócie

Las Vegas, różowa kaplica i Elvis jako celebrans - tak Mery Spolsky wyobraża sobie swój ewentualny ślub. Ale czy w ogóle chce go brać? To już inna historia.

Las Vegas albo wcale

Las Vegas albo wcale

Spolsky nie owija w bawełnę: klasyczne wesele z setką gości i białymi obrusami to jej osobiste piekło. W rozmowie z kanałem "Ja wysiadam" Gazety Wyborczej nakreśliła jedyną wizję ślubu, którą jest w stanie zaakceptować.

Papier i tak nic nie zmienia

Papier i tak nic nie zmienia

Najmocniejszy fragment wywiadu dotyczy jednak samego małżeństwa jako instytucji. Spolsky jest szczera do bólu - formalizowanie związku zwyczajnie jej nie interesuje.

„Gazety Wyborczej nakreśliła jedyną wizję ślubu, którą jest w stanie zaakceptować."

Czytaj cały artykuł

Pełna historia na plotuch.pl

CZYTAJ →