Pięć miesięcy bez jednego zdjęcia w internecie. Viki Gabor wróciła do telewizji i przy okazji powiedziała więcej o swoim partnerze niż przez ostatnie kilkanaście miesięcy razem.

Pięć miesięcy bez jednego zdjęcia w internecie. Viki Gabor wróciła do telewizji i przy okazji powiedziała więcej o swoim partnerze niż przez ostatnie kilkanaście miesięcy razem.

Dlaczego Viki Gabor zniknęła z social mediów na pięć miesięcy?

Viki Gabor zniknęła z sieci po fali krytyki, która posypała się na nią pod koniec ubiegłego roku - gdy wyszło na jaw, że wzięła udział w tradycyjnej romskiej ceremonii zaślubin z Giovannim Trojankiem. Kulisy ceremonii ujawnił dziadek pana młodego, Bogdan Trojanek, co wywołało lawinę komentarzy. Piosenkarka ścięła media społecznościowe do zera i przepadła.

W "Pytaniu na śniadanie" w TVP wyjaśniła to wprost: "Musiałam się trochę skupić na sobie i na moim zdrowiu, więc stwierdziłam, że muszę odsunąć się od social mediów" - powiedziała. Pierwsze zdjęcie po przerwie opublikowała dopiero niedawno. Jak przyznała, przez cały ten czas największym wsparciem był właśnie Giovanni.

"Jest bardzo fajnym człowiekiem. Zawsze mnie wspiera w trudnych chwilach. Przez ten okres, kiedy nie byłam nigdzie dostępna, spędzałam najwięcej czasu właśnie z moim partnerem, który jest naprawdę niesamowitą osobą i ma bardzo dobre serducho" - zadeklarowała w programie.

Chłopak, narzeczony czy mąż? Viki Gabor ucięła temat jednym skrótem

Prowadzący "Pytanie na śniadanie" Grzegorz Dobek zapytał wprost - kim jest Giovanni Trojanek? Chłopakiem, narzeczonym, mężem? Gabor nie zamierzała się rozpisywać. "Nazywajmy go po prostu G.O." - powiedziała i temat zamknęła.

Dodała też, że świadomie chroni prywatność partnera. "Nie jest osobą medialną. Nasz związek jest dosyć prywatny. Tak naprawdę nigdzie nie byliśmy razem, jeśli chodzi o telewizję. Chcę, żeby to tak pozostało, bo myślę, że związki, które pokazujemy w mediach społecznościowych, szybciej się kończą" - stwierdziła w TVP.

Trudno się z nią nie zgodzić - szczególnie patrząc, ile par z pierwszych stron tabloidów rozpadło się dokładnie w momencie, gdy zaczęły wrzucać wspólne relacje co dwa dni. Viki Gabor wyciągnęła z tego wnioski szybciej niż większość jej rówieśniczek z branży.

Jedno jest pewne - "G.O." na razie pozostaje tajemnicą z inicjałami. I chyba właśnie o to chodzi.