Wrócił z Irlandii, zdobył koronę Króla Turnusu i rozpoznają go w Ciechocinku, Krynicy i Katowicach. Stanisław Bober z 6. edycji 'Sanatorium miłości' ma jednak jedno marzenie, którego program mu nie spełnił.
Wrócił z Irlandii, zdobył koronę Króla Turnusu i rozpoznają go w Ciechocinku, Krynicy i Katowicach. Stanisław Bober z 6. edycji Sanatorium miłości ma jednak jedno marzenie, którego program mu nie spełnił.
Miłość nie zna wieku - Stanisław mówi to wprost
Stanisław Bober w rozmowie z tvp.pl odniósł się do jednego z najczęstszych mitów o miłości po sześćdziesiątce - że z wiekiem uczucia stają się słabsze. Nie zgodził się z tym ani trochę. "Serce zawsze bije identycznie, niezależnie od tego, czy ma się lat osiemnaście, sześćdziesiąt pięć, siedemdziesiąt czy nawet osiemdziesiąt" - powiedział uczestnik programu.
Przyznał też, że znalezienie miłości przed kamerami uważa za jak najbardziej możliwe. Sam jednak w programie nie trafił na tę jedyną. Randka z Małgosią skończyła się na przyjaźni - i jak wyszło po emisji, obie strony były z tego zadowolone.
Jedno marzenie Króla Turnusu
Stanisław nie owija w bawełnę: jest sam i szuka kogoś bliskiego. "Chciałbym mieć koło siebie osobę naprawdę bliską sercu i spędzić z nią resztę życia. To marzenie jest dla mnie najważniejsze" - wyznał w wywiadzie dla tvp.pl.
Program zmienił jego życie na więcej sposobów niż jeden. Popularność po emisji okazała się na tyle duża, że przyspieszyła jego decyzję o przeprowadzce z Irlandii z powrotem do Polski. "Gdziekolwiek się pojawię - w Ciechocinku, Krynicy-Zdroju, Szczecinie czy Katowicach - ludzie mnie poznają, podchodzą, rozmawiają i proszą o wspólne zdjęcie" - mówił. Teraz chce rozwijać inicjatywę zlotów i poświęcić jej więcej czasu.
Król Turnusu bez partnerki, za to z planem na życie i gotowym sercem. Ktoś skorzysta?






