Ryszard Rynkowski wyznał niedawno, że gdy Marta była dzieckiem, nie miał pojęcia, jak być ojcem dziewczyny. Dziś, po śmierci drugiej żony w 2025 roku, przyznaje: ta 47-letnia kobieta ratuje mu życie codziennie.

Od dystansu do bliskości. Jak się zmieniła ich relacja?

Kiedy Marta miała niespełna 18 lat, straciła matkę. Ojciec - legendarny wokalista - przyznaje, że wtedy wreszcie się połączyli. "Po śmierci mamy Marta dorosła w przyspieszonym tempie" - wyznał w książce "Zwierzenia kontrolowane". Przez lata byli dla siebie bardziej obcy niż bliscy. Oddalał ich wiek, dystans (Zbiczno-Warszawa), a potem - drugie małżeństwo Rynkowskiego.

Kiedy wokalista ożenił się z Edytą po 10 latach samotności, córka nie potrafiła zaakceptować nowej pani domu. Pół dekady różnicy wieku między nimi nie ułatwiała sprawy. Ale coś się zmieniło. "Odkąd Edyta weszła do naszego życia, widzę, jak mój ojciec znowu żyje" - miała powiedzieć Marta rodzinie.

Marta nigdy nie została artystką. Wybrała inną drogę

Córka Rynkowskiego tańczyła flamenco w młodości - nawet pojawiła się na festiwalu w Opolu u boku ojca. Ale nie chciała karier estradowej. Skończyła stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim, potem London School of Economics. Pracowała w Sejmie, w izbie handlowej, a od grudnia 2024 roku kieruje działem Public Policy w Allegro. "Wyrosła na inteligentną, wrażliwą i atrakcyjną kobietę" - chwalił ją ojciec w "Gali".

Nie poszła w jego ślady, ale zawsze była blisko. Gdy Rynkowski przyznawał w wywiadach: "Gdyby nie Hania, moja pierwsza żona, byłbym dzisiaj zgorzkniałym nauczycielem muzyki w Elblągu" - Marta słuchała i rozumiała, jak dużo zawdzięcza matce. A potem nauczyła się tego samego dla ojca.

Wspierała go w najtrudniejszych chwilach. "Zawsze mogę na niej liczyć"

We wrześniu 2025 roku Edyta zmarła nagle - niewydolność oddechowo-krążeniowa, zaledwie 52 lata. Rynkowski mówił, że świat zawalił mu się na głowę. Tym razem jednak nie był sam - była Marta. 47-letnia kobieta rzuciła się do akcji, wspierając ojca przez największy szok jego życia.

"Ona mnie słucha, jak jej mama" - mówił Rynkowski w "Echu Dnia". "Uświadomiła mi, że jeśli dzieje się coś nie tak, trzeba o tym rozmawiać. Dzięki tej prostej metodzie przetrwaliśmy niejeden życiowy kataklizm". Dziś rozmawiają głównie o dzieciach - jego Rysiu i jej Ignacym i Janku. "To rozmowy opiekuna z opiekunką, a nie ojca z córką" - żartował wokalista w "Vivy!".

Marta nigdy nie chciała być gwiazda. Wybrała pracę, która nie przyciąga fleszy, ale daje jej wolność. I kiedy ojciec potrzebował jej najbardziej - była tam. Czasami to wystarczy.