Sześć godzin w restauracji przy Placu Trzech Krzyży - i ani jednej minuty z gwiazdą. Dziennikarz Wiktor Słojkowski miał umówiony wywiad z Magdą Gessler. Skończyło się tak, jak skończyło.

Sześć godzin w restauracji przy Placu Trzech Krzyży - i ani jednej minuty z gwiazdą. Dziennikarz Wiktor Słojkowski miał umówiony wywiad z Magdą Gessler. Skończyło się tak, jak skończyło.

Gessler powiedziała, że jedzie. Była w środku od sześciu godzin

Wiktor Słojkowski, reporter serwisu Kozaczek, opisał w rozmowie z Bartoszem Łabęckim sytuację, która przydarzyła mu się przy okazji planowanego wywiadu z prowadzącą "Kuchenne rewolucje". Czekał w restauracji Gessler przy Placu Trzech Krzyży w Warszawie - łącznie przez sześć godzin.

"Ja kiedyś na wywiad z Magdą Gessler w jej restauracji przy Placu Trzech Krzyży czekałem sześć godzin. Magda mówiła, że już jedzie, potem okazało się, że od sześciu godzin jest w środku, tylko była czymś zajęta" - powiedział Słojkowski w rozmowie opublikowanej przez Kozaczek.

Czyli była. Tylko nikt o tym nie wiedział.

Łabęcki: ekipie "Kuchennych rewolucji" absolutnie współczuję

Bartosz Łabęcki, znany jako "Pan Lektor", nie gryzł się w język, gdy temat Gessler padł w tej samej rozmowie. Sam pracował z restauratorką przy odcinku programu "Starsza Pani Musi Fiknąć", kręconego w Gwatemali - i podobno wie, o czym mówi.

"Absolutnie współczuję ekipie 'Kuchennych Rewolucji'. Spowodowanie, żeby ona się pojawiła na planie, żeby te loki były nakręcone, żeby to wszystko zadziałało... To, że ty sobie wykombinujesz, że plan wystartuje o 11 rano, to naprawdę nie oznacza, że on wystartuje" - mówił Łabęcki w rozmowie z Kozaczkiem.

"Kuchenne rewolucje" to jeden z najdłużej emitowanych formatów TVN - program doczekał się kilkunastu edycji i wciąż regularnie pojawia się w ramówce stacji. Gessler zbudowała na nim swoją medialną markę, choć nie wszyscy restauratorzy, którzy przez nią przeszli, wspominają to doświadczenie ciepło. Część lokali po emisji odcinka po prostu zamknęła podwoje.

Prowadząca słynie z bezpośredniości na wizji - gdy coś jej się nie podoba, mówi o tym głośno i bez owijania w bawełnę. Według Łabęckiego i Słojkowskiego podobna swoboda obowiązuje też poza kamerami - tyle że tam dotyczy głównie harmonogramów.

Fani Gessler zdążyli się już przyzwyczaić do jej stylu bycia. Ale sześć godzin czekania na własną gwiazdę we własnej restauracji? To już poziom, który trudno nazwać przypadkiem. Co na to powiecie - wy byście wytrzymali?