Warszawa SOLD OUT. Szczecin SOLD OUT. A Maryla Rodowicz dopiero się rozkręca. My w redakcji Plotucha mamy o tym zdanie - i nie jest ono tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
Sold out w dwie minuty - fenomen czy problem?
Warszawa i Szczecin wyprzedane błyskawicznie - to fakt potwierdzony przez oficjalną stronę artystki marylarodowicz.pl. Koncert 19 stycznia w Teatrze Muzycznym ROMA oraz 21 stycznia w Filharmonii Karłowicza w Szczecinie zniknęły z oferty, zanim większość fanów zdążyła odpalić przeglądarkę. To brzmi jak sukces. I jest sukcesem. Ale jest w tym coś, co nas niepokoi.
Kiedy bilety na jeden koncert są wyprzedane, a fani nie mogą ich kupić legalnie, lądują na wtórnym rynku. Pytamy wprost: czy obsługa trasy Maryli robi wszystko, żeby jej publiczność miała realną szansę na zakup?
Trasa, która trwa cały rok. Czy to nie za dużo?
Spójrzmy na kalendarz. Styczeń: Olsztyn (16 stycznia, Hala Urania), Warszawa (19 stycznia), Szczecin (21 stycznia). Luty: Kraków (15 lutego, ICE Kraków Congress Centre), Warszawa ponownie (17 lutego, ROMA), Bielsko-Biała (20 lutego, Cavatina Hall). Lato: Sopot, Opera Leśna, 15 lipca. Dane za ebilet.pl i ticketclub.pl.
To jest harmonogram, który zmęczyłby trzydziestolatka. Naszym zdaniem to albo dowód na wyjątkową formę - albo sygnał, że ktoś w jej otoczeniu powinien powiedzieć: "Może nie każde miasto w tym samym roku".
Nie mówimy tego złośliwie. Mówimy to z szacunkiem. Bo Rodowicz na scenie to wciąż wydarzenie. Ale scena to też wysiłek fizyczny, podróże, próby, gardło. Przy takim grafiku trudno nie zadać sobie pytania, czy chodzi o miłość do muzyki, czy o coś innego.
Format akustyczny - odważna decyzja
Trasa "Niech żyje bal" to trasa akustyczna. To wybór, któremu przyklasnęliśmy. W Cavatina Hall w Bielsku-Białej, w ICE Kraków, w ROMIE. Miejsca z dobrą akustyką, nie hale sportowe.
Naszym zdaniem to najlepsza decyzja artystyczna Rodowicz od lat. Akustyka nie kłamie. Jeśli głos jest - słychać. Jeśli nie ma - też słychać. Fakt, że artystka decyduje się na taki format, to albo odwaga, albo pewność siebie. W obu przypadkach - szacunek.
Nasz werdykt
Maryla Rodowicz w 2026 roku robi coś, czego nie robi większość jej rówieśników - gra na żywo, akustycznie, w dobrych salach, i wyprzedaje je do zera. To jest fakt.
Ale branża powinna się zastanowić nad dostępnością biletów dla zwykłych fanów. I ktoś z otoczenia artystki powinien zadbać, żeby ten maraton nie skończył się w złym momencie.
Bo Polska bez Maryli na scenie to trochę mniej Polska. I tego byśmy nie chcieli.


