Inspektor Ken Taylor wydał decyzję, która przesądza spór trwający miesiące. Droga Mill Lane przy domu Pippy Middleton i jej męża Jamesa w Kintbury pozostanie prywatna - mieszkańcy nie mają do niej dostępu.
Zwycięstwo Pippy. Sąsiedzi bezradni
Pippa Middleton, siostra księżnej Kate, od kilku miesięcy była bohaterką lokalnego konfliktu. Wszystko przez spór o ścieżkę prowadzącą obok jej posiadłości w hrabstwie Berkshire. Para kupiła nieruchomość za 15,5 mln funtów w 2022 roku i szybko zdecydowała się zamknąć dostęp do Mill Lane - drogi, z której spacerowicze korzystali od lat 60. ubiegłego wieku.
Middleton i jej mąż argumentowali, że obecność obcych osób na terenie stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa i prywatności. Decyzja wywołała bunt. Przeszło 30 mieszkańców, wspierani przez organizację charytatywną The Ramblers, wniosło protest o uznanie ścieżki za publiczną drogę przeznaczoną do ruchu pieszego.
Inspektor stanął po stronie siostry Kate
W poniedziałek 14 września inspektor ds. planowania Ken Taylor ogłosił publicznie wyrok, który przesądza sprawę. Ścieżka nie powinna być uznana za publiczną - nie znaleziono "żadnych wskazań", które przemawiałyby za taką tezą. Historyczne mapy również nie potwierdzały, że Mill Lane kiedykolwiek miała być dostępna dla publiczności.
"Dowody przedstawione przez osoby mieszkające na terenie posiadłości sugerują, że korzystanie z niej przez mieszkańców było bardzo ograniczone" - brzmiała kluczowa część werdyktu.
Sąsiedzi wściekli, Pippa zadowolona
Decyzja podzieliła obie strony. Tony Vickers, wieloletni mieszkaniec i lokalny radny, nie kryje rozczarowania. "Jestem zaskoczony i bardzo rozczarowany tym, że inspektor stanął po stronie właściciela terenu" - powiedział mediom.
Zupełnie inny ton w oficjalnym oświadczeniu rzecznika Pippy i Jamesa. "Jesteśmy wdzięczni za wnikliwe rozpatrzenie przedstawionych faktów i doceniamy czas poświęcony przez wszystkie strony". To wymowne podsumowanie zwycięstwa - siostra księżnej Kate dopięła swego, a sąsiedzi mogą jedynie gryźć zęby z bezsilności.
Spór o dostęp do ścieżek przechodzących przez prywatne posiadłości to klasyk angielskich konfliktów między bogatymi właścicielami a lokalnymi mieszkańcami. Tym razem prawo stanęło po stronie pieniędzy.




