Natalia Siwiec, która 16 lat temu rozbłysnęła na trybunach Euro 2012, przeszła ogromną transformację. Okazuje się, że nie wszystkie zabiegi urody przyniosły jej zadowolenie - jeden z nich do dziś wspomina z przerażeniem.

Broda pełna kwasu - największy błąd Siwiec

Gdy Natalia Siwiec zasiadała na stadionie podczas meczu otwarcia Euro 2012, nikt nie rozpoznał w niej dziewczyny z okładki magazynu "Naj" z 2002 roku. Metamorfoza, którą przeszła w Brazylii, była tak radykalna, że miliony telewidzów nie skojarzył jej z Miss Bałtyku czy Miss Bikini z przeszłości.

Pobyt w Brazylii zmienił wszystko - tam poznała Mariusza Raduszewskiego, zawodnika siatkówki plażowej, i tam zdecydowali się na pierwsze zabiegi medycyny estetycznej. Jednak nie wszystkie wyszły jej na dobre.

W rozmowie z Plejadą gwiazda bez owijania w bawełnę przyznała się do swojego największego kosmetycznego błędu. "Kiedyś może miałam przygodę: nie wiedziałam, co zrobić, naprawdę nie miałam pojęcia i poszłam z pytaniem: 'Co teraz się robi?'. Jakiś przypadkowy doktor stwierdził, że robi się brody. Wtedy potaknęłam: 'No to zróbmy, nie?'" - wspomina Siwiec.

To była zima, była smutna. Lekarz wstrzyknął jej kwas wprost do brody - i to była katastrofa. "To było straszne. To był jakiś koszmar. Pozbywałam się go przez kilka lat, staraliśmy się to rozpuścić, ale najpierw musiało się zagoić. Wyglądało koszmarnie. Broda była krzywa. To się nie chciało rozpuścić" - opisuje procedurę, która stała się dla niej traumą.

Teraz mniej znaczy więcej

Na szczęście z czasem Siwiec nabrała rozeznania. Dziś podchodzi do medycyny estetycznej z zupełnie innym nastawieniem - filozofią "mniej znaczy więcej". Zrezygnowała z agresywnych zabiegów i postawiła na subtelne procedury wspierające naturalność.

"Raz w życiu stosowałam delikatny laser. Zastanawiam się też nad tym, żeby zrobić jakiś mocniejszy laser, chociaż nie wiem, czy jest mi potrzebny" - mówi. Zamiast tego preferuje mikronakłuwanie, kwasy i retinol. "Dbam o pielęgnację w domu. W Meksyku, w ogóle nie miałam dostępu do medycyny estetycznej, więc musiałam radzić sobie sama, robiłam codzienne masaże" - dodaje.

Siwiec przyznaje również, że dieta i picie wody mają ogromny wpływ na kondycję skóry - więcej niż większość procedur, które zwykle kojarzymy z wizytą u dermatologa. Jej sekret to konsekwencja, dbałość i słuchanie swojego ciała, a nie ślepych modnych trendów.

Historia Natali Siwiec jest przestrogą dla każdej kobiety, która myśli o zabiegu "bo wszyscy to robią". Czasem najlepszą decyzją jest powiedzenie "nie" - zwłaszcza gdy doktor nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego miałbyśmy coś sobie zmieniać.