Catherine Zeta-Jones świętuje dziś 56. urodziny. Walijska legenda Hollywood wciąż zachwyca na czerwonych dywanach, ale obserwatorzy show-biznesu zwracają uwagę na jedno - jej rysy twarzy są już nie do poznania w porównaniu z początkami kariery.
Od Zorro do metamorfozy - jak zmieniła się gwiazda
Catherine Zeta-Jones to ikona elegancji. Od czasów "Maski Zorro" (1998), kiedy pojawiła się u boku Antonio Banderasa, światowe media obsesyjnie śledziły każdy jej krok. Oscar za "Chicago" (2002), związek z 25 lat starszym Michaelem Douglasem, czerwone dywany - wszystko wskazywało na to, że ta kobieta wygrała los na loterii celebryckiej. Przez lata pozostawała synonimem klasycznej urody: ciemne włosy, śnieżnobiały uśmiech, dopracowana figura.
Tyle że lata mijają szybko. I podobnie jak setki innych hollywoodzkch gwiazd, Zeta-Jones wybrała walkę z czasem - tym razem za pomocą medycyny estetycznej.
Fani spekulują: "Zamraża czas za wszelką cenę"
Źródła podają, że w ostatnich latach gwiazda coraz częściej sięga po zabiegi odmładzające. Fani porównują jej zdjęcia z 1998 roku z fotografiami z ostatnich miesięcy - różnica jest drastyczna. Czołobi się wydaje sztywne, kości policzkowe bardziej wyraźne, spojrzenie zmienione. "Wygląda, jakby pragnęła zamrozić czas za wszelką cenę" - czytamy w komentarzach pod postami celebrytki na Instagramie.
Podobno Zeta-Jones nigdy nie przyznała się do konkretnych zabiegów. Pozostaje w zgodzie z hollywoodzkią tradycją milczenia na temat botoksu, fillersów czy operacji. Jednak nawet Michael Douglas - jej mąż od 28 lat - nie skomentował zmian w wyglądzie żony.
Małżeństwo bez tajemnic? Nie do końca
Para, którą dzieli ćwierć wieku lat, wciąż uchodziła za wzór stabilności w niestabilnym świecie show-biznesu. Mają dwoje dorosłych dzieci - 26-letniego Dylana i 23-letnią Carys. Regularnie pojawiają się razem na branżowych imprezach, uśmiechają się do fotoreporterów, grają scenę idealnego małżeństwa.
Ale zmiany w wyglądzie Zeta-Jones pozostają faktem, który fani bezlitośnie komentują. "Kiedyś naturalnie piękna, teraz sztuczna" - to jedna z łagodniejszych opinii w sieci. Inne są znacznie ostrsze.
Hollywood vs. naturalne starzenie się - kto wygrywa?
Gwiazda ma prawo do decyzji o swoim ciele. Każdy wybór należy do niej. Ale pytanie, które zadają sobie fani, brzmi inaczej: czy Hollywood zmusza gwiazdy do medycyny estetycznej, czy to gwiazdy świadomie się na nią decydują?
Catherine Zeta-Jones nie jest sama. Penélope Cruz, Nicole Kidman, Drew Barrymore - wszystkie takie ikony musiały zmierzyć się z presją czasu i oczekiwaniami industrii. Niektóre walczą z tym jawnie, inne ukrywają zabiegi, jeszcze inne przyznaję się na starość - ale zawsze po latach zaprzeczeń.
Co na to fani? Wiele osób żałuje, że Zeta-Jones nie pozwoliła sobie na naturalne starzenie się. "Byłaby jeszcze piękniejsza, gdyby zaakceptowała swoje lata" - piszą obserwatorzy. Inni bronią jej decyzji: "W Hollywood trzeba walczyć, żeby zostać widoczną".
Dziś, w dniu 56. urodzin gwiazdy, fani wciąż spekulują. Ale jedno jest pewne - Catherine Zeta-Jones wciąż jest gwiazdą, którą paparazzi pragną fotografować. Pytanie tylko, czy na swoich warunkach, czy na warunkach Hollywood.

