Obiad w restauracji, stolik na zewnątrz, miła atmosfera - a po dwóch minutach ktoś zaszedł Marcina Roznowskiego od tyłu i cisnął mu przed nos papiery rozwodowe. Tak według własnej relacji wyglądało jego ostatnie spotkanie z Krzysztofem Gojdziem.
Obiad w restauracji, stolik na zewnątrz, miła atmosfera - a po dwóch minutach ktoś zaszedł Marcina Roznowskiego od tyłu i cisnął mu przed nos papiery rozwodowe. Tak według własnej relacji wyglądało jego ostatnie spotkanie z Krzysztofem Gojdziem.
Formalnie panowie wciąż są małżeństwem. Ślub wzięli w 2019 roku, a rozprawa rozwodowa ma się odbyć 30 lipca. Gojdź powiedział w rozmowie z dziennikarzem "Faktu", że liczy na rozwiązanie małżeństwa podczas jednego posiedzenia sądu.
Restauracja, stolik na zewnątrz i ktoś, kto podszedł od tyłu
Roznowski opowiedział o kulisach ostatniego spotkania podczas transmisji na żywo na Instagramie. Według jego relacji Gojdź miał zaproponować obiad w przyjacielskiej atmosferze - rzekomo po to, żeby się dogadać. Skończyło się inaczej.
"Ostatni kontakt face to face z Krzysztofem miałem na obiedzie, na który mnie zaprosił w zeszłym roku w październiku. Siadłem sobie naprzeciwko Krzysztofa i dosłownie po dwóch minutach jakaś osoba zaszła mnie od tyłu i rzuciła na stół papier rozwodowy z tekstem: proszę podpisać. To mnie po prostu ścięło z nóg" - opisał Roznowski podczas transmisji na Instagramie.
Według jego słów nie podpisał dokumentów od razu - miał na to 20 dni i powiedział Gojdziowi wprost, że nie zrobi tego przy stoliku. Podobno Gojdź zaproponował mu wtedy, żeby się wyluzował i porozmawiali.
Intercyza, stalking i oskarżenia w obie strony
Sprawa między byłymi partnerami jest daleka od spokojnej. Gojdź publicznie zarzucił Roznowskiemu stalking oraz - według doniesień medialnych - przestępstwo seksualne. Roznowski ze swojej strony twierdzi, że Gojdź przez lata wprowadzał opinię publiczną w błąd co do swojej kariery za granicą.
W tle całej sprawy jest intercyza, którą podobno podpisali przed ślubem. Zgodnie z jej treścią alimenty wchodziłyby w grę dopiero po 10 latach małżeństwa. Para rozstała się przed tym terminem - po siedmiu latach - więc Gojdź nie będzie zobowiązany do płacenia.
Jeśli sąd rzeczywiście orzeknie rozwód 30 lipca, ten rozdział oficjalnie się zamknie. Czy panowie dadzą sobie spokój po wyroku - to już inna historia. Na razie nic na to nie wskazuje.
Co o tym myślisz? Daj znać w komentarzach.


