Kino, wieczór, randka - i zero towarzysza. Marta Frymer z polskiego 'Love is Blind' ogłosiła powrót do życia singielki w stylu, którego nikt się nie spodziewał.
Kino, wieczór, randka - i zero towarzysza. Marta Frymer z polskiego Love is Blind ogłosiła powrót do życia singielki w stylu, którego nikt się nie spodziewał.
Kilka tygodni temu internet żył rozstaniem Marty i Damiana Gawrona - pary, którą fani programu pokochali najbardziej z całej edycji. Małżeństwo zawarte przed kamerami nie przetrwało próby czasu i codzienności. Oboje zabrali głos publicznie, każde ze swoją wersją wydarzeń. A teraz Marta dała znak życia - i to jaki.
Damian mówił o miłości, która nie wystarczyła
Zanim Marta ruszyła na swój solowy wieczór filmowy, głos zabrał Damian. W rozmowie opublikowanej na kanale W Ciemno przyznał wprost, że uczucie to nie wszystko. "Miłość to za mało. To jest dobre do trzymania fundamentu, ale w naszym przypadku okazało się trochę za mało. Uważam, że nie dobraliśmy się" - powiedział Damian Gawron. Dodał, że ich relacja była według niego "ślepa, głucha i głupia i trochę niedorobiona".
Opisał też moment, gdy Marta się wyprowadziła. "Prosiłem ją, żeby została i przemyślała to jeszcze, bo mamy mnóstwo emocji, których nie potrafimy uspokoić. A do Marty nie było dostępu - ona jak się wyprowadziła, mówiła, że chce rozwodu" - relacjonował Damian.
Marta: to nie był jednorazowy impuls
Marta Frymer odpowiedziała własnym oświadczeniem i nie zostawiła jego narracji bez komentarza. "Powodem mojego odejścia nie był jednorazowy impuls. To było chroniczne zbierające się poczucie braku bezpieczeństwa spowodowane niestabilnością finansową i emocjonalną" - napisała. Przyznała też, że jest osobą lękową, która panicznie boi się opuszczenia - i że przy partnerze z unikowym stylem przywiązania ta kombinacja była po prostu nie do udźwignięcia. "To nie jest niczyja wina. Tak po prostu jest" - zakończyła.
Brzmi dojrzale. Brzmi przepracowanie. I wygląda na to, że Marta wzięła te słowa poważnie - bo zamiast szukać nowego towarzysza, postanowiła najpierw zadbać o siebie.
Na InstaStories pojawiło się krótkie, radosne ogłoszenie: "Zabrałam się sama na randkę do kina". Żadnego dramatyzowania, żadnych łez na stories - tylko bilet do kina i najwyraźniej dobry humor.
Fani zareagowali entuzjastycznie. Część komentuje, że to najzdrowsze, co mogła zrobić po takim rozstaniu. Część żartuje, że w końcu randka bez rozczarowań. A część po cichu liczy, że to nie jest ostatni rozdział tej historii.
Jak myślisz - Marta dobrze to rozgrywa? Daj znać w komentarzach.









