Mariusz Kozak przez jedennaście lat siedział na kanapie Goggleboxa jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy. Teraz przyznaje - początki były dla niego koszmarem, a koniec jeszcze gorszy. W wywiadzie dla "Świat Gwiazd" opisuje picie na planie, upokorze ze strony duetu i moment, w którym nie wytrzymał presji.
Nieśmiałość rozluźniona winem
Mariusz Kozak nie urodził się jako telewidz z kanapą. Początki były dla niego trudne - walczył z nieśmiałością, którą telewizja miała mu "rozgadać". Ale przed kamerą potrzebował czegoś więcej niż tylko dobrej woli.
"Nigdy nie przypuszczałem, że ja będę występować, gdyż byłem bardzo nieśmiały. Telewizja mnie rozgadała. Poza tym nagrywasz w domu, więc wiesz - możesz tam sobie podlać trochę winka i nikt tego nie zauważył" - opowiadał w rozmowie ze "Świat Gwiazd". Realizatorzy początkowo patrzyli na to przez palce. "Na początku piłem mało. Trzy lampki. Pamiętam, że jaraliśmy fajki. Raz przesadziliśmy na nagraniu, ale produkcja wiedziała. Puszczali oczko, że możemy pić, ale nie przesadzać" - wspominał.
Mobbing pod pozorem żartu
Z biegiem lat atmosfera na planie zmieniła się diametralnie. Kozak zaczął doświadczać tego, co śmiało można by nazwać mobbingiem - zawsze z uśmiechem dla kamery. Szczególnie ze strony swojego duetu z Jackiem, któremu produkcja pozwalała na docinki, a nawet je podkręcała.
Najgorsza była sytuacja, gdy producent kupił Jackowi bieliznę wyszczuplającą i kazał mu wręczyć ją Kozakowi na wizji przed wszystkimi widzami - jako żart. "To jednak nie docinki przelały czarę goryczy" - przyznał Mariusz. Czułem, że moje zdanie i sugestie dotyczące show były ignorowane. Producenci nie informowali mnie o zmianach. Wykorzystali nawet naszą prywatną nagranie zrobioną żartobliwie jako "dowód", że szkodzę programowi.
Karczemna awantura i ostra pożegnalka
W końcu przyszła zmiana producentki. To był punkt przełomowy - ale nie w dobrym kierunku. Presja osiągnęła szczyt. Mariusz Kozak nie wytrzymał i zrobił awanturę na planie.
"W końcu nie wytrzymałem, zrobiłem awanturę i powiedziałem bardzo brzydko. Wyp*rdalać" - zdradził bez owijania w bawełnę. To była jego ostatnia wiadomość dla ekipy Googleboksa. Jedenaście lat wspólnej pracy skończyło się trzema słowami i karczemnym gestem.
Kozak nie żałuje. Przyznaje, że przez lata pracował z pasją i talentem, ale równocześnie "z chorymi ambicjami" - dokładnie tak opisał mentalność niektórych pracowników produkcji. Dla niego Gogglebox to już przeszłość. Dla widzów - przypomnienie, że nawet najpopularniejsze reality show mogą mieć mroczną stronę.
Co na to fani?
Ujawnienia Kozaka mogą zmienić sposób, w jaki fani patrzą na program. Czy znaliście już te kulisy? Czy to zmienia waszą opinię o Googleboksie?


