Hip-hop od tysiąca lat świetlnych - i do tego własna szkoła tańca. Brzmi jak idealna kandydatka do 'Tańca z gwiazdami'? Mandaryna ma na to jedną odpowiedź: to kompletnie inna planeta.
Odkąd ogłoszono, że Marta Wiśniewska weźmie udział w 19. edycji Tańca z gwiazdami, fani programu podzielili się na dwa obozy. Jedni cieszą się, że w końcu pojawi się na parkiecie Polsatu. Drudzy kręcą nosem - bo Mandaryna to nie przypadkowa celebrytka bez rytmu w nogach.
Choreografka kontra taniec towarzyski - to nie to samo
Mandaryna przez lata pracowała jako choreografka zespołu Ich Troje, a w 2007 roku otworzyła własną szkołę tańca Mandaryna Dance Studio. Trudno więc udawać, że parkiet to dla niej terra incognita. Internauci szybko to wytknęli - i zaczęły się spekulacje, czy inni uczestnicy w ogóle mają z nią szanse.
Artystka odniosła się do tych komentarzy w rozmowie z Pomponikiem. Bez owijania w bawełnę przyznała, że tańczy hip-hop - ale jednocześnie postawiła sprawę jasno: to zupełnie inny świat niż standardy i latynos.
"Oczywiście, tańczę hip-hop od tysiąca lat świetlnych, kocham go i uwielbiam. Natomiast, jeśli chodzi o ramę, to jak już mówiłam, bardziej na kanapkach niż w moim stylu tańca" - powiedziała żartobliwie w rozmowie z Pomponikiem.
Dodała też, że styl, w którym się porusza, rządzi się zupełnie innymi prawami niż tańce, które zobaczymy na parkiecie TzG. "Kocham duże spodnie, wielkie buty, duże bluzy - więc to będzie dla mnie na pewno duże wyzwanie, bo to jest kompletnie inna planeta. Ale tak, wiem jak wygląda sala taneczna i umiem liczyć do ośmiu" - skwitowała.
"Dostanę dużą lekcję pokory" - i chyba sama w to wierzy
Mandaryna nie udaje, że idzie po wygraną. Treningi jeszcze się nie zaczęły, a ona już wie, że czeka ją zderzenie z rzeczywistością. Nie kryje, że mocno przecenia się we własnych oczach - albo raczej: że inni ją przeceniają.
"Myślę, że nasze treningi zweryfikują to, gdzie jestem, i dużą lekcję pokory dostanę. Wiem, że przede mną mnóstwo pracy, a może nawet mnóstwo, mnóstwo pracy - bo ten balon rzeczywiście jest mocno nadmuchany" - powiedziała Pomponiowi.
Cel? Nie trofeum, nie perfekcja. "Ja bym się chciała po prostu dobrze bawić. Dawać ludziom najfajniejszą rozrywkę, na jaką będzie mnie stać" - podsumowała partnerka Michała Wiśniewskiego.
Szczerość godna szacunku. Pytanie tylko, czy widzowie Polsatu będą równie wyrozumiali, gdy hip-hopowe nawyki zaczną wychodzić w walcu. Co sądzicie - Mandaryna poradzi sobie na parkiecie, czy lekcja pokory będzie bolesna? Piszcie w komentarzach.




