Dym z kanadyjskich pożarów lasów dotarł nad Chicago i przekreślił to, na co czekały tysiące kibiców. Mecz z Vancouver Whitecaps - ten, w którym Robert Lewandowski miał wreszcie zagrać - właśnie przełożono na 6 października.

Dym z kanadyjskich pożarów lasów dotarł nad Chicago i przekreślił to, na co czekały tysiące kibiców. Mecz z Vancouver Whitecaps - ten, w którym Robert Lewandowski miał wreszcie zagrać - właśnie przełożono na 6 października.

Natura pokrzyżowała plany. Co dokładnie się stało?

Chicago Fire oficjalnie poinformowało o decyzji w mediach społecznościowych. Powodem nie jest kontuzja, nie jest kwestia sportowa - to dym z pożarów lasów w Kanadzie, który w ostatnich dniach spowiał miasto grubą warstwą smogu. Klub uznał, że rozgrywanie meczu w takich warunkach byłoby po prostu nieodpowiedzialne.

Kibice zresztą podobno spodziewali się takiego obrotu spraw. W mediach społecznościowych od kilku dni pojawiały się głosy, że jakość powietrza w Chicago jest alarmująca. Zanosiło się na to od dawna - pytanie tylko, czy fani liczyli, że klub znajdzie jakieś wyjście awaryjne.

Nie znalazł. Debiut przesuwa się o blisko trzy miesiące.

Ekspert z Chicago: "Nie miało sensu, ale...". Jest jedno "ale"

Daniel Bociąga, dziennikarz Polskiego Radia WPNA w Chicago, skomentował całą sytuację w rozmowie z "Faktem". Przyznał, że decyzja była słuszna - ale jedno go niepokoi.

"To jedyna rozsądna decyzja. Wiadomo, że wszyscy czekaliśmy na debiut Lewego, ale skoro normalny człowiek nie jest w stanie funkcjonować w tych warunkach - to trudno oczekiwać, by piłkarze mogli zagrać" - powiedział Bociąga. I zaraz dodał: "Szkoda tylko, że nie dało się przełożyć spotkania na jutro. Drużyna Vancouver tu jest, stadion jest wolny, przyjechali kibice. Warunki mają jutro znacząco się poprawić. Nie rozumiem, dlaczego przełożono mecz dopiero na 6 października".

Innymi słowy: wszyscy rozumieją decyzję, ale nikt nie rozumie, dlaczego nowy termin wypadł tak późno. To pytanie zostaje na razie bez odpowiedzi.

Jest jednak i jasna strona tej sytuacji. Eksperci zwracają uwagę, że Lewandowski zyskuje teraz dodatkowy czas na aklimatyzację - nowy klub, nowa liga, nowe miasto. Kilka tygodni więcej na wdrożenie się w rytm MLS to dla 36-latka niekoniecznie zła wiadomość.

Przypomnijmy: zaledwie kilka dni temu Lewy został oficjalnie zaprezentowany w barwach Chicago Fire na konferencji prasowej. Mediom nie umknęło, że podczas ceremonii nie było przy nim Anny Lewandowskiej - żona w tym czasie bawiła się na koncercie w Warszawie. Teraz para znów jest na językach - tym razem przy okazji pytania, kiedy wreszcie zobaczymy Roberta na boisku w Stanach.

6 października. Zapisujcie w kalendarzach.