Druga żółta kartka w meczu z Rumunią (hat-trick Lewandowskiego nie pomógł) i już go nie było. Kapitan polskiej kadry spakował się do walizki i poleciał do Chicago, zamiast siedzieć na ławce podczas starcia z Bośnią i Hercegowiną. Internet buzuje: czy to było przypadkiem, czy starannie zaplanowany teatr?

# Lewandowski, kartka i uciekająca walizka

Robert Lewandowski zawinął się do Chicago zamiast siedzieć na trybunach podczas meczu Polska - Bośnia i Hercegowina. W 42. minucie spotkania z Rumunią sfaulował Andreia Coubisa i dostał drugą żółtą kartkę w tej edycji Ligi Narodów. Zawieszenie na jeden mecz oznaczało - teoretycznie - że może wspierać drużynę z ławki rezerwowych albo trybun.

Lewandowski wybrał inną opcję. Gdy jego kolegom pozostawało się udać do Zenicy, kapitan reprezentacji szykował walizki. Cel: USA, gdzie w barwach Chicago Fire czekał mecz przeciwko Vancouver Whitecaps o godz. 19:30 czasu lokalnego.

Kibice widzą spisek, eksperci się nie zgadzają

Internetowi teoretycy spiskowe zaczęli kombinować: czy druga kartka była przypadkiem, czy zaplanowanym posunięciem, by "wykartkować się" pod harmonogram MLS? Teoria brzmi kusząco - Lewandowski dostaje zawieszenie, może wracać do klubu, wszystko się pięknie układa.

Ale fachowcy się nie kupują. W programie "Futbol Totalny" Kazimierz Węgrzyn stanowczo odrzucił domysły. "To spiskowanie. Jestem daleki od tej teorii. Wydaje mi się, że Lewandowski po takim meczu, gdzie strzela trzy gole, chciałby zagrać w kolejnym meczu. Poza tym, gdyby myślał tylko o 'wykartkowaniu', to nie zdobyłby hat-tricka" - powiedział ekspert.

Maciej Iwański przypomniał o zaangażowaniu kapitana. "Tyle razy Robert pokazał, że chce grać dla reprezentacji. Gdyby chciał, mógłby już 20 razy zrezygnować. Meczem z Rumunią udowodnił, że jemu naprawdę chce się grać dla Polski. Ma 39 lat i załadował hat-tricka w Lidze Narodów. To mówi samo za siebie".

Timing nie pasuje

Paweł Wilkowicz przeanalizował całą sprawę pod kątem taktyki. "Jeśli wierzymy w tę teorię spiskową, to Robert nie powinien być kapitanem reprezentacji. Natomiast ja nie wierzę. Robert złapał kartkę w 42. minucie, a zazwyczaj, jeśli piłkarz chce się 'wykartkować', to robi to pod koniec meczu. Przecież schodziliśmy na przerwę z wątłym prowadzeniem i bez gwarancji, że strzelimy Rumunom dwa szybkie gole" - zauważył dziennikarz.

Dodał też, że Lewandowski ma w kadrze taką pozycję, że może pozwolić sobie na wiele. "Po co miałby to tak załatwić? W kadrze może nie przyjechać na mecz. Mógł przecież w czasie zgrupowania polecieć i odpalić Empire State Building. On może wszystko".

Co na to pozostali reprezentanci?

Na porównanie warte jest pokazanie, jak postępili inni piłkarze w podobnej sytuacji. Kevin De Bruyne i Youri Tielemans z Belgii również przekroczyli limit kar podczas wygranego 3:0 meczu z Turcją, ale nie opuścili drużyny. Razem z zespołem polecieli do Paryża i wspierali kolegów z trybun.

Lewandowski wybrał inną strategię. Czy to oznacza, że ma mniej poczucia zobowiązania? Czy po prostu racjonalnie podchodził do zdrowia i obciążenia w tym okresie sezonu? Fani wciąż się zastanawiają, a eksperci pozostają sceptyczni wobec teorii spiskowych.

Pudelek Pink Party
© Pudelek
Robert Lewandowski
© Getty Images
Robert Lewandowski
© Getty Images
Robert Lewandowski
© Getty Images
Robert Lewandowski
© Getty Images
Robert Lewandowski
© Getty Images