Rower, 600 kilometrów, dzieci chore na DMD i niespodziewana polityczna burza - Łatwogang dostał więcej, niż się spodziewał. W piątek wieczorem Piotr Artur Hancke opublikował na Instagramie wideo, w którym przyznał wprost: potrzebuje przerwy.

Co się stało?

Wszystko zaczęło się od charytatywnej trasy rowerowej z Zakopanego do Gdańska, którą Łatwogang przejechał, zbierając pieniądze na leczenie Maksa - chłopca chorującego na dystrofię mięśniową Duchenne'a (DMD). Akcja trafiła do mainstreamu, mama Maksa publicznie podziękowała influencerowi, a widzów przybyło.

Potem Łatwogang poszedł o krok dalej i zwrócił się do rządu oraz prezydenta z apelem o refundację leku dla dzieci z DMD. I właśnie to wywołało burzę.

"Nie chcę tego. Dalej nie jestem osobą polityczną. Po prostu może w jakimś stopniu nie pomyślałem, że zwrócenie się do rządu i do prezydenta może stać się polityczne" - powiedział w wideo opublikowanym na Instagramie.

"Jest to wideo pożegnalne na jakiś czas"

W oświadczeniu Łatwogang przyznał, że skala ostatnich wydarzeń go przerosła - i fizycznie, i emocjonalnie. Wyjaśnił też, dlaczego w ogóle zdecydował się na apel do władz: jego zdaniem samymi zbiórkami nie da się już pomóc wszystkim potrzebującym dzieciom. Powołał się przy tym na fakt, że sporny lek jest refundowany w Japonii i częściowo dopuszczony w USA.

"Nigdy nie byłem gotowy na takie rzeczy. Są to przerastające rzeczy moją osobę i potrzebuję troszeczkę odpocząć" - mówił w nagraniu. Jednocześnie uspokoił fanów: "To nie jest pożegnanie na zawsze, jest to bardziej lekka przerwa od internetu."

Influencer zapowiedział, że wróci, gdy będzie gotowy - bez konkretnej daty.

Czy przerwa mu pomocy, czy medialna burza wróci razem z nim? Piszcie w komentarzach.

Łatwogang żegna się z internautami. Wytłumaczył, co się stało
© ArtService