Po finale łapiemy Dawida Kwiatkowskiego na backstage Must Be The Music. Pytamy, co było najmocniejszym elementem tej edycji. Padają dwa imiona i jedna garderoba.

"Elementy garderoby Sebastiana Karpiel-Bułeki"

Pierwszy żarcik leci natychmiast. Gracjan Szymczak pyta, jakie elementy tej edycji uznają za najmocniejsze. Dawid Kwiatkowski - czyli juror, który siedzi za stołem z Karpielem-Bułeką od początku - odpowiada z kamienną twarzą:

Elementy garderoby Sebastiana Karpiel-Bułeki.

Pauza. Śmiech ekipy. Doprecyzowujemy - a jeśli chodzi o występy?

Nie no, za najmocniejsze uważam elementy wokalne.

I dostajemy już poważnie. Po 13. edycji programu Kwiatkowski - sam swego czasu zwycięzca podobnego formatu - patrzy na poziom tegorocznych uczestników z perspektywy kogoś, kto wie, ile lat zajmuje wejście na ten poziom naturalnie.

"Naprawdę wiele, wiele lat"

Pytamy o przygotowanie do występów na żywo. To pytanie, które zazwyczaj generuje uprzejme banały typu "byli super, bardzo się starałem". Kwiatkowski nie idzie tą drogą:

Uważam, że w naszych półfinałach uczestnicy przygotowali się tak jakby występowali już na tych scenach naprawdę wiele, wiele lat. I czuliśmy się jakbyśmy oglądali jakiś festiwal.

Czyli z perspektywy jurora - półfinały Must Be The Music 2026 wyglądały jak składanka z dużych imprez muzycznych. Nie jak talent show. "Bardzo" - dopowiada, kiedy pytamy o przygotowanie.

Trójka, która "może jutro jechać na koncert"

Drugie pytanie - czy wśród finalistów widzi osoby gotowe na profesjonalną karierę muzyczną. Tutaj Kwiatkowski wymienia z palcem trzy pozycje. Bez wahania.

Tak. Marcycha na pewno. Na pewno Piotr Odoszewski. Imasleep. Nasz ścisły finał na pewno jest gotowy. Już jutro mogą jechać na koncert.

I to jest moment, który warto zatrzymać. Bo Kwiatkowski - juror, który siedzi przy stole jurorskim drugi sezon z rzędu - mówi wprost: cała trójka finałowa Must Be The Music 2026 nie potrzebuje "lat rozwoju". Marcycha (1. miejsce, 250 tysięcy + Polsat Hit Festiwal), Odoszewski (2. miejsce, 30 tysięcy + nagroda specjalna), Imasleep (3. miejsce) - mogą jutro wsiąść do busa i jechać na pierwszy koncert własnej trasy.

W języku branży to oznacza tyle - jest gotowy materiał, jest scena, jest publika. Brakuje tylko wytwórni, która to wypchnie. Po dzisiejszym finale - wątpliwe, żeby brakowało długo.

Co z Kwiatkowskim w następnej edycji?

Natalia Szroeder już potwierdziła w rozmowie z naszym Krzysztofem Lisikiem, że wraca przy stole jurorskim. Kwiatkowski na to pytanie podczas naszej rozmowy nie odpowiada - ale jego ton z całej edycji ("teraz fruwam w obłokach", jak powiedział Polsatowi tuż po finale) sugeruje, że raczej zostaje.

Tym bardziej, że według Kwiatkowskiego edycja zakończyła się tak, jak powinna - poziomem, który można pokazać jako wzorzec. I trójka finalistów, która już dziś jest gotowa zarabiać na koncertach.