Katarzyna Glinka i Katarzyna Bujakiewicz przyjaźnią się od pierwszego dnia na planie 'Szpitala św. Anny'. W studiu 'Dzień Dobry TVN' obie aktorki opowiedziały, jak do tego doszło - i wszystko wskazuje, że to nie był przypadek.
Jedna wymiana spojrzeń wystarczyła
Katarzyna Glinka dołączyła do serialu 'Szpital św. Anny' jako jedyna z zespołu, który pracował tam od ponad roku. Mogła się obawiać - czy przyjmą ją zgrana już obsada? Okazało się, że wystarczyła jedna osoba. Katarzyna Bujakiewicz. "Od pierwszego dnia, kiedy Kasię zobaczyłam, poczułam, że to jest po prostu ten człowiek" - wspomina Glinka w 'Dzień Dobrym TVN'. "Z Kasią mi będzie bardzo bezpiecznie i bardzo przyjemnie na planie."
Bujakiewicz, choć wraca do grania w serialach po latach przerwy, stwarza atmosferę akceptacji i wsparcia. Glinka nie ukrywa wdzięczności - dziękuje wszechświatowi, że trafiła na plan z kimś takim. Od pierwszego dnia zdjęciowego wiedziała, że "dobrze trafiła".
Kraków sprzyja wygłupom
Zacieśnianiu relacji pomaga fakt, że obydwie aktorki są teraz dalekie od domu. Glinka mieszka na obrzeżach Warszawy, Bujakiewicz - poznanianka z urodzenia - mieszka w Lublinie. Kraków to dla obu miasto nieznane, a plan serialu tam się znajduje. "Ponieważ znalazły się tam we dwie, bez rodzin ani zwykłych codziennych obowiązków, stwarza wręcz kolonijną atmosferę" - wyjaśnia Bujakiewicz.
Efekt? Wspólne wygłupy w Sukiennicach, długie rozmowy przy jedzeniu, spuszczanie pary po planie. "Pytanie do produkcji, jak oni to wymyślili, że akurat tak nas sparowali" - mówi Bujakiewicz ze śmiechem. "Że nam się takie momenty zdarzają, że nam to tak naturalnie wyskoczyło te wspólne tematy i to wsparcie."
Historia przyjaźni w show biznesie
Obie aktorki są świadome, że przyjaźnie w branży to rzadkość. Bujakiewicz jednak ma już doświadczenie - lata temu na planie "Złotopolskich" przyjaźniła się z Anną Przybylską, a ta relacja przetrwała do końca życia gwiazdy. Teraz historia się powtarza - tym razem z Glinką.
Co dalej z ich przyjaźnią po końcu zdjęć do serialu? Obie aktorki nie ukrywają, że to, co powstało na planie, ma szansę przetrwać. "Po planie idziemy sobie coś zjeść, omówić" - mówi Bujakiewicz. Brzmi jak przyjaźń, która nie skończy się wraz z ostatnią sceną.




