Sebastian Karpiel-Bułecka siedzi w jury reaktywowanego programu Polsatu od pierwszego odcinka. Na antenie wszystko wygląda gładko, ale za kulisami to chaos - i to wcale nie ten zły.
Co naprawdę robi juror w 'Must Be the Music'
Juror programu telewizyjnego to nie taka rola, którą można grać w autopilota. Karpiel-Bułecka wyjaśnił w rozmowie z RMF, że każda jego wypowiedź musi spełniać trzy warunki jednocześnie: być fachową oceną, zrozumiałą dla widza i... rozrywkową. Krótko mówiąc - trzeba umieć być jednocześnie muzykiem, publicystą i showmanem.
"Musisz szybko ocenić, powiedzieć coś konstruktywnego, klarownego. Ale to program rozrywkowy - czasem musi być coś śmiesznego, czasem poruszającego. Muszą być w tej wypowiedzi emocje, nie tylko czysta teoria" - wyjaśnił wokalista Zakopower.
Kiedy plan się wali, trzeba improwizować
Największe wyzwanie? Momenty, gdy inny juror wypowiadając się pierwszy, przejmie dokładnie to, co Karpiel-Bułecka sam chciał powiedzieć uczestnikowi. Wtedy zostaje kilka sekund na zmyślenie czegoś całkowicie innego - i to musi brzmieć równie naturalne.
"Czasem sobie coś zaplanowałem, że powiem, a byłem ostatni w kolejce. Coś przegrywam, bo ktoś to już powiedział. Musisz szybko zbudować coś nowego. I to jest czasem duże wyzwanie" - zdradził artysta.
Do tego dochodzą maratony nagrań. Sesje na planie potrafią trwać od południa do drugiej w nocy. W tym czasie jurorzy oceniają 25 uczestników, każdemu coś mówiąc. Zmęczenie? Naturalnie. Ale Karpiel-Bułecka przyznał, że właśnie to go motywuje. "To jest bardziej mobilizujące niż przeszkadzające" - podsumował.
Wokalista w jury "Must Be the Music" siedzi razem z Natalią Szroeder, Dawidem Kwiatkowskim i Miuoshem. Program wrócił na Polsat po latach nieobecności i już zbiera sporą widownię - nie bez udziału szczerości jurorów, którzy nie owijają w bawełnę.




