Anna Kalczyńska pracowała w TVN ponad 21 lat, ale dopiero po odejściu ze stacji odkryła, kto naprawdę jest jej przyjacielem. I to wcale nie osoby, z którymi spędzała każdy dzień na korytarzu.

Bliższe od pracy

Anna Kalczyńska i Kinga Rusin - dwie twarze "Dnia Dobrego TVN", a jednak nigdy nie były bliskie w czasach, gdy dzieliły studia i korytarze. Paradoks? Owszem. Dziś relacja między nimi rozkwita, a prezenterka nie kryjąc zdziwienia przyznała to w rozmowie z Kozaczkiem. "Z Kingą się sztamujemy. Naprawdę, bardzo się lubimy z Kingą i spotykamy się. Wiemy co u siebie, jesteśmy w kontakcie i to jest taki paradoks, że chyba najbardziej z Kingą (...) właśnie dlatego, że nie byłyśmy blisko wtedy, kiedy pracowałyśmy razem" - wyjawiła szczerze Kalczyńska. To zupełnie różne od tego, co czeka ją w pozostałych relacjach zawodowych. Mimo że pracowały przez lata w tej samej redakcji, ich światopoglądy nigdy się nie zbiegały. I okazuje się, że to wcale nie stanowi przeszkody.

Konkurencja zamiast przyjaźni

Wiele osób z TVN straciło z Kalczyńską kontakt zaraz po jej odejściu ze stacji. Prezenterka nie ukrywa goryczy - próby utrzymania bliskich relacji przekształciły się w chłodne uprzejmości. "Po pierwsze ja jestem w konkurencji teraz. (...) Widziałam się z nimi teraz na przykrej okoliczności pogrzebu Andrzeja Mrozowskiego, więc widzimy się, spotykamy się, jesteśmy sobie życzliwi, wiadomo, ale nie ma tam jakiejś takiej bliskości" - przyznała w wywiadzie. Kalczyńska próbowała nawet zapraszać byłych kolegów do projektów realizowanych w innych stacjach. Rezultat? Żaden. "Kiedyś próbowałam zaprosić Maćka Knapika do TVP World. Prowadziłam tam taki program z dziennikarzami z różnych redakcji, ale nie dostał zgody na to, żeby do nas przyjść i stwierdził, że to konkurencja" - relacjonowała bez owijania w bawełnę. To smutna lekcja o branży mediów - wspólny biurko i śmiech z porannych nagrań nie gwarantują przyjaźni na całe życie. Niekiedy interesy biznesowe okazują się silniejsze niż lata współpracy.