Julia von Stein rozpłakała się przed kamerą, opowiadając o swoich zabiegach plastycznych. Teraz szpital, gdzie przeszła lifting, grozi jej pozwem i twierdzi, że wszystko było legalne.
Co się stało
Julia von Stein, która przez lata błyszczała na ekranie 'Królowych życia', postanowiła pokazać drugą stronę medalu. Pod koniec lipca gwiazda opublikowała materiał, w którym szczerze mówiła o przepadanych na operacje plastyczne pieniądzach i żalu, jaki ją ogarnia. To była bomba - w sieci zawrzało. W filmiku widać ją podczas zabiegów, płaczącą z bólu, potrzebującą pomocy bliskich przy najprostszych czynnościach. Von Stein nie ukrywała: lifting twarzy, powiększenie piersi i pośladków, korekta nosa, botoks, wypełniacze, przeszczep tłuszczu. Wszystko po to, by wreszcie zaakceptować samą siebie.Oświadczenie lekarza i szpitala zmienia wszystko
Cytat Julii był dosadny: "Zaczęłam zarabiać pieniądze i większość wkładałam w swój wygląd. Nie akceptowałam siebie. Nie popełnijcie mojego błędu. Nie spieprzcie sobie życia!" - apelowała celebrytka. To jednak nie spodobało się doktorowi Piotrowi Janikowi, który wykonał u niej lifting. W oświadczeniu chirurg bronił się: "Zabieg został przeprowadzony zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i obowiązującymi standardami. Ze względu na tajemnicę lekarską nie mogę odnosić się do szczegółów ani prowadzić polemiki w mediach społecznościowych" - napisał. Ale to dopiero początek. Szpital wydał obszerne oświadczenie, w którym stanął murem za lekarzem. Według nieoficjalnych informacji, placówka zapowiedziała kroki prawne wobec Von Stein. Gwiazda miała rzekomo naruszać tajemnicę medyczną i podważać profesjonalizm zespołu.Medialne tsunami
Po publikacji materiału Julii von Stein w komentarzach pojawiło się wielu lekarzy - jedni wspierali gwiazdę, inni krytykowali szpitale za wykonanie liftingu u tak młodej osoby. Dyskusja na temat etyki zabiegów plastycznych na życzenie rozgorzała na całego. Teraz czeka się, co będzie dalej. Czy pozew rzeczywiście padnie? Czy Julia von Stein ujawni więcej szczegółów? Fani spekulują, że to może być początek większego skandalu w branży medycyny estetycznej. "Co na to polskie sądy? Czy szpital ma prawo grożyć pozwem?" - pytają się komentujący.








