30 września 1986 roku TVP zadebiutował serial, który zmienił polską telewizję. Jerzy Kryszak, wcielający się w doktora Zdzisława Kołka, dopiero teraz zdradza, jak trafiła do niego rola - wszystko dzięki córce reżysera.
Jak Kryszak trafił do "Alternatyw 4"
Jerzy Kryszak wcale nie był pierwszym wyborem produkcji. Jak sam przyznaje w rozmowie z Plejadą, angaż zawdzięcza córce Stanisława Barei. "Powiedziała swojemu tacie, że jest taki aktor z Ateneum i żeby mnie wypróbował, bo 'on jest bardzo śmieszny'. To była wielka przyjemność" - wspomina aktor.
Seriał, który kpił z absurdów PRL-u, zdobył status kultowego niemal natychmiast. Ale dla samego Kryszaka znalezienie się w obsadzie było czymś niezwykłym. "To nie byli aktorzy pozamykani czy sfrustrowani. Oni szukali pewnej dozy uśmiechu w każdym dniu" - mówi o swojej drużynie na planie.
Śmietanka polskiego kina
Wokół Kryszaka pracowali giganci. Roman Wilhelmi, Janusz Gajos, Zofia Czerwińska, Wojciech Pokora - ten ostatni szczególnie zapadł aktorowi w pamięć. "Wiecznie miał łzy w oczach ze śmiechu" - wspomina Kryszak. Nie zabrakło też Stanisławy Celińskiej, którą opisuje jako "przewspaniałą".
Nawet Jan Kobuszewski pojawił się w epizodycznej roli. Dla Kryszaka połączenie talentów w jednym projekcie było oszałamiające. "Byłem szczerze zaszczycony, że znalazłem się w tej grupie. Trochę znikąd, ale to było dla mnie ogromne wyróżnienie" - przyznaje.
Nostalgiczne wspomnienia
Dzisiaj, 40 lat po premierze, wielu aktorów z obsady już nie żyje. Ale ich role pozostały w pamięci widzów na zawsze. Kryszak często wraca myślami do tamtych czasów. "Bardzo chętnie lecę pod skrzydła nostalgii, jak widzę jakieś fragmenty innych filmów i kolegów, z którymi żeśmy się spotykali na planie" - zdradza.
Aktor ma świadomość, że osób, które mogą opowiedzieć o pracy ze Stanisławem Bareją, zostaje coraz mniej. Dlatego chętnie dzieli się wspomnieniami. "Powiem szczerze, że każdy tam był godzien wspomnień" - mówi.
Serial "Alternatywy 4" to dziś perła polskiego kina, choć niektóre sytuacje w nim przedstawione mogą być niezrozumiałe dla młodszych widzów. Ale dla pokolenia, które pamiętało PRL, to była czysta katharsis - śmiech przez łzy z rzeczywistości, która wcale nie była śmieszna.



