Gabriel Fleszar przez 27 lat żył bez planu na później. Piosenkarz, który w 1999 roku podbił listy przebojów i grał u boku Anny Przybylskiej w "Sezonie na leszcza", wycofał się ze show biznesu - i teraz przyznaje, że to był błąd finansowy. Dopiero powrót do telewizji otworzył mu oczy.
"Kroplą deszczu" i tyle
Fleszar w rozmowie z "Super Expressem" nie ma złudzeń. "Ja się ciągle cieszę zainteresowaniem publiczności, bo takie strzały jak 'Kroplą deszczu' zdarzają się raz na jakiś czas" - mówi bez owijania. Przez prawie 30 lat funkcjonował jako artysta niezależny, ale nie myślał o jutrze. "Byłem takim lekkoduchem" - przyznaje.
Do niedawna Fleszar nie miał nawet formalnego zatrudnienia, które by mu gwarantowało składki na ZUS. Coś tam się odkładało dopiero, gdy założył jednoosobową działalność gospodarczą. "Patrząc na prognozy, raczej nie mam co liczyć na duże stawki" - mówi bez złudzeń.
System winny, ale i Fleszar sam sobie
Artysta nie chce jednak brać całej winy na siebie. Źródła podają, że Fleszar uważa, iż system emerytury dla twórców jest skrzywdzony od podstaw. "Wcześniej niestety ja i wielu takich jak ja byliśmy krzywdzeni, bo płaciliśmy podatki, natomiast nie byliśmy ani ubezpieczani, ani nic tam się do tej emerytury nie liczyło" - wyznał.
Jednocześnie rozumie, że mógł działać inaczej. "Mogłem odkładać wcześniej i więcej" - nie kryje.
Tantiemy zamiast renty
Fleszar jednak nie kapituluje. Wskazuje na jeden element, który pracuje na arystów: tantiemy. "Im więcej umieścisz na antenie piosenki, im więcej będziesz grany, im więcej będziesz oglądany, to gdzieś tam to są rzeczy, które jak raz zrobisz, no to już na ciebie pracują" - tłumaczy mechanizm.
To właśnie dlatego powrócił do telewizji. Fleszar bierze udział w 23. edycji "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" na Polsacie - pierwszy powrót do show biznesu od dekad. Liczył, że wciśnie się ponownie w świadomość widzów i że jego stare przeboje zagrają w radio częściej. Liczył też, że znowu będzie widywany.
Wpadka pokolenia artystów
Temat emerytur gwiazd od lat huczy w Polsce. Zaczęło się od żalów artystów, że muszą pracować do śmierci. Kiedy pojawiły się głosy, że sami mogli odprowadzać składki, część przyznała - rzeczywiście pokpili sprawę. Fleszar jest szczerze pośrodku: dostrzega błąd systemu, ale i swój błąd.
Jego powrót do telewizji to nie tylko szansa na pieniądze. To też szansa na to, by jego muzyka zagrała jeszcze raz. A tantiemy? Te będą pracować dla niego aż do emerytury.




